Przełknęłam ślinę i słuchałam co mówią goście.
-No proszę siedzą tu same i sprowadzają sobie chłopaków. - Wrzeszczała kobieta.
-Gdzie do cholery moja córka? - Krzyknął na mnie mężczyzna, Mario w mgnieniu oka pojawił się przy mnie, tak na wszelki wypadek bo nie wiedział, co ten facet mówi.
-Jaaa... - Pierwszy raz się dziś odezwałam. - Ona zaraz tu będzie. Proszę uspokójcie się. - Rzekłam do rodziców przyjaciółki.
-Jak mamy się uspokoić!? - Krzyczał jej ojciec. - Kim on jest? - Spojrzał na Mario.
-Mój chłopak. - Wzruszyłam ramionami. - Proszę usiąść, pójdziemy się ubrać. - Wskazałam kanapę i zabrałam Mario do sypialni. Będąc w moim pokoju chłopak zapytał mnie?
-O co tu chodzi ? Nic nie rozumiem.
-To rodzice Ann... Boże już po nas, zabiorą mi ją. - Łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
-Ej spokojnie, nie pozwolimy na to. -Przytulił mnie.
-Okey, trzeba się ubrać i ogarnąć sytuację. - Gotowi już wróciliśmy do salonu. Matka Ann siedziała na kanapie a ojciec nerwowo chodził w kółko. Usiedliśmy z Mario na przeciwko nich i zaczęli zadawać mi pytania.
-Ona też kogoś ma?
Zastanawiałam się czy im powiedzieć, ale w końcu odparłam. - Tak. - Niech wiedzą, że ona też się ustatkowała.
-Aha. - Zadawali jeszcze wiele pytań, aż w końcu do mieszkania wpadła zapłakana Ann krzycząc coś po niemiecku a zaraz za nią wpadł Marco.
-Jestem w ciąży. - Nie zdawała sobie sprawy z tego, że na kanapie siedzą jej rodzice. Stałam jak wmurowana, Mario natychmiast poderwał się z kanapy. Nie dowierzał, ja również. Ann wtuliła się we mnie i natychmiast zauważyła za mną swoich rodziców. Niestety ich miny mówiły same za siebie, zrozumieli co wykrzyczała ich córka.
-Co oni tu robią?! - Pytała zdezorientowana. Pokręciłam tylko głową z niewiedzą. Nagle przy Ann pojawił się jej ojciec, gdyby Marco w porę nie zareagował, uderzyłby ją.
-Jak to w ciąży ?! Szlajasz się gdzieś i teraz jesteś z brzuchem ! Jak mogłaś, nie tak cię wychowaliśmy! - Krzyczał jej ojciec. - To pewnie przez tą Olszewską ! Sprowadziła cie na złą drogę ! - Nie zwracał wcale na mnie uwagi.
-Gówno wiesz o moim życiu !
Później wszystko działo się tak szybko. Mario wytłumaczył wszystko nic nie rozumiejącemu przyjacielowi, a Ann kłóciła się z rodzicami. Ja stałam z boku przyglądając się wszystkiemu. Nie wierzyłam, że teraz wszystko może się zepsuć. Skoro oni tu są, to moi rodzice też mogą się tu pojawić. Nie. Wątpię ojciec mnie nie chce więc ja jestem bezpieczna. Ale czemu oni tu są? Skąd wiedzą? Ciotka Ann musiała się wygadać. No tak w końcu moja przyjaciółka przestała się z nią kontaktować więc ta musiała zareagować. Wierzyłam jednak, że Marco nie pozwoli im zabrać mojej przyjaciółki, to dobry facet no i spodziewają się dziecka. Nawet nie wiem czy ona się z tego cieszy czy jest załamana. Nie zdążyła mi nic powiedzieć, jej starzy pojawiając się dzisiaj wszystko zepsuli.
Wydzierali się przez około godzinę, aż wyszli trzaskając drzwiami i wykrzykując, że jeszcze tu wrócą. Od razu podbiegłam do roztrzęsionej przyjaciółki i ją przytuliłam.
-Przepraszam, gdybym wiedziała, że to oni nie otwieralibyśmy.
-W porządku to nie twoja wina. Nie obchodzą mnie. - Nie wierzyłam, Ann twarda? - Teraz jestem w ciąży i mam inne kłopoty na głowie. - Uśmiechnęła się delikatnie. Odwzajemniłam uśmiech.
-Czyli to nie jest problem? Nie załamiesz się
-Nie. Będziemy z Marco rodzicami. Najlepszymi. - Uśmiechnęła się do stojącego pod ścianą blondyna.
-Wierzę w was. - Byłam z niej dumna, ja bym się chyba załamała. A ona się jeszcze cieszyła, że będzie matką. To dobrze to dziecko nie jest niczemu winne. - Ann? Powiedzieli, że wrócą...
-Zabieram ją do siebie . - Wtrącił się Marco. - Nie wiedzą gdzie mieszkam, ze mną będzie bezpieczna.
Ann pokiwała na zgodę głową i uśmiechnęła się nieśmiało.
-A ty dasz radę ? - Zwróciła się do mnie.
-Jasne, mam też Mario. - Uśmiechnęłam się, a Mario przytulił mnie od tyłu.
-No to będzie dobrze. - Skomentował Marco.
-Chodź spakujemy cie, nie wiadomo kiedy znów mogą się pojawić. - Złapałam przyjaciółkę za rękę i poszłyśmy do jej pokoju. Chłopcy siedzieli w kuchni i pilnowali czy przypadkiem rodzice Ann nie wracają. Po godzinie wróciłyśmy.
-Okey jestem gotowa. - Powiedziała Ann.
-W porządku. - Przytulił ją blondyn. - To co idziemy ? Dziewczyna pokiwała głową.
-Nie sądziłam, ze będziemy musiały się kiedyś rozstać. - Powiedziała smutno brunetka.
-Oj Ann nie wyprowadzasz się nie wiadomo dokąd. 15 minut i jestem u was. - Pocieszyłam ją.
-Racja. - Rozchmurzyła się. - Spotkamy się jutro ?
-Oczywiście. Na razie.
-Pa. - Pomachała mi i wyszła. Zostałam sama z Mario.
-Ale się narobiło. - Powiedział chłopak.
-Ta ale to już normalne w naszym życiu. - Zaśmiałam się.
-Wszystko będzie dobrze.
-Musi. - Wtuliłam się w niego. Posiedzieliśmy razem do wieczora i Mario musiał wracać do domu bo rano ma trening, na który ja również się wybieram. Umówiliśmy się, że rano po mnie przyjedzie i pojedziemy razem. Pożegnaliśmy się i wyszedł. Poczułam pustkę. Mieszkanie bez Ann było takie smutne. Byłam zmęczona i postanowiłam położyć się do łóżka. Jednak najpierw zadzwoniłam do Ann by zapytać czy wszystko w porządku.
Rano ubrałam się w barwach BVB, zjadłam śniadanie i wyjrzałam przez okno, przed blokiem czekało na mnie już białe auto. Zamknęłam drzwi zbiegłam na dół do Mario. Przywitał mnie soczystym buziakiem i pojechaliśmy na trening. Mario pobiegł do szatni, a ja usiadłam na trybunach, tu znów poczułam brak Ann, zawsze razem tu przychodziłyśmy, no ale zrozumiałe, że lepiej będzie jak na razie nie będzie się pokazywać. Obserwowałam jak chłopcy się wygłupiają, bo trudno było nazwać to treningiem. Klopp nie dawał sobie z nimi rady, aż było mi go chwilami szkoda. Gdy chłopacy skończyli pojechaliśmy do Marco, bardzo chciałam zobaczyć się z Ann. Była szczęśliwa, tylko to się liczyło. Około 16 Mario odwiózł mnie do mojego mieszkania. Wchodząc po schodach zauważyłam, że pod drzwiami stoją rodzice Ann - no świetnie -pomyślałam. Zauważyli mnie
-Gdzieś ty się podziewała? Sterczymy tu już prawie godzinę.
-Haha no przepraszam bardzo że prowadzę w miarę normalne życie i czasami wychodzę z domu. - Rzekłam z ironią i cieszyłam się z ich głupich min. Zgasiłam ich i dobrze. Otwierając drzwi zapytałam.
-Czego chcecie?
-Jak to. Przyszliśmy po córkę.
-To bardzo mi przykro, ale ona już tu nie mieszka.
-Mhm już ci wierzymy.
-Proszę bardzo możecie nawet zobaczyć jej pokój. Wyprowadziła się. Straciłam przez was przyjaciółkę! - Krzyknęłam a po policzkach pociekły mi łzy.
Uwierzyli, nic nie powiedzieli i zszokowani wyszli . Byłam zadowolona z siebie.
-Mogłabyś być aktorką. - Zaśmiałam się sama do siebie i zadowolona zamknęłam za nimi drzwi. Postanowiłam zadzwonić do przyjaciółki i jej o wszystkim opowiedzieć.
Tak mijały dni, jej rodzice więcej się nie pojawili. Ann była szczęśliwa z Marco, a ja coraz więcej czasu spędzałam z Mario i jego rodziną. Czułam się tam jak u siebie w domu, chociaż nie, lepiej bo w domu nigdy nie miałam tak dobrze.
----------------------
Zapraszam do komentowania i dziękuje za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem. ;)
Chciałabym również bardzo podziękować Izie Tarnoś, rozmowa z nią bardzo mi pomogła ;) Dziękuję kochana :*
czwartek, 14 marca 2013
poniedziałek, 11 marca 2013
Rozdział 12
Mario tak jak obiecał odprowadził mnie pod same drzwi mojego mieszkania. Gdy tylko zdążyłam wejść Ann naskoczyła na mnie z milionem pytań, nie słyszałam ich byłam zbyt zamyślona. Dopiero teraz dotarło do mnie, że on mnie kocha. Mario mnie kocha....
-Kocha mnie. - Nieświadomie powiedziałam to na głos, a Ann od razu mnie przytuliła, tak to była odpowiedź na wszystkie jej pytania. Cieszyłam się jak nigdy.
-Wiedziałam ! Widziałam jak cie pocałował, byłam pewna, że ci to wyzna ! - Krzyczała moja przyjaciółka. Ja tylko stałam i się uśmiechałam.
-Jestem taka szczęśliwa. - Przytuliłam mocniej przyjaciółkę.
-Teraz będziemy chodzić na podwójne randki! - Cieszyła się Ann.
-Podwójne ?
-Tak. Marco też powiedział, że coś do mnie czuje.
-Gratuluję ! - Ze szczęścia po policzku popłynęły mi łzy.
-Czekolada na koszulkach przyniosła nam szczęście. - Powiedziała Ann wspominając koszulkę Marco i moją ubrudzoną w czekoladowych lodach.
-Haha najwidoczniej. Musimy wszystko sobie opowiedzieć, tylko pójdę się wykąpać i spotkamy się w moim pokoju okey ?
-Jasne, a ja przygotuję coś do jedzenia.
Tak spędziłyśmy całą noc. Rozmawiając o tym co się dziś wydarzyło. W końcu spotkało nas szczęście i to jakie. Wymieniłam w nocy jeszcze parę sms z Mario i usnęłyśmy z Ann w jednym łóżku zmęczone dzisiejszymi wrażeniami.
Następnego dnia rano obudziłyśmy się szczęśliwe i niepewne tego czy to co działo się poprzedniego dnia to nie sen. Przekonałam się, że to rzeczywistość odczytując ostatniego sms'a od Mario. Chłopcy mieli dziś wolne i postanowiliśmy spędzić ten dzień we czwórkę, chcieliśmy zabrać jeszcze Matsa ale stwierdził, że nie chce nam przeszkadzać. Wybraliśmy się nad jezioro na przedmieściach Dortmundu i spędziliśmy wspaniale czas wygłupiając się i dowiadując się o sobie nowych rzeczy. Robiło się już późno chłopcy pakowali nasze rzeczy do auta a ja stałam i wpatrywałam się w zachód słońca, podeszła do mnie Ann i szczęśliwa mnie objęła.
-Dziś 13 sierpnia. - Powiedziałam.
-To co piątek dziś? Przecież nigdy nie byłaś przesądna.
-Haha nie. To już miesiąc odkąd uciekłyśmy z domu. - Spojrzałam na Ann. - Żałujesz? Tęsknisz za Polską?
-Szczerze? Teraz gdy mamy tych wariatów to już nie. - Uśmiechnęła się.
-Ja też.
-Widzisz, wiedziałam gdzie jechać. - Przechwalała się Ann.
-O taak !
-Dziewczyny już wszystko gotowe! Jedziemy. - Wołali nas chłopcy i zadowolone ruszyłyśmy w stronę auta. Ann postanowiła, że jedzie do Marco, więc Mario wysiadł ze mną pod naszym mieszkaniem, bo twierdził że nie mogę siedzieć sama w nocy.
Minął tydzień Ann praktycznie przeprowadziła się do Marco, a ja z Mario spędzaliśmy razem całe dnie. Pewnego dnia oświadczył mi :
-Moi rodzice chcą cie poznać.
-Co? Mnie?
-Tak, co w tym dziwnego jesteś moją dziewczyną. - Uśmiechnął się słodko i przytulił mnie.
-No tak, ale jeszcze nikt nie przedstawiał mnie swoim rodzicom.
-Zawsze musi być ten pierwszy raz. Zapraszają nas dziś na obiad na 14.
-Poważnie? - Nie dowierzałam, brzuch rozbolał mnie ze strachu.
-Tak i zabiją mnie jak się nie pojawimy.
-Ojj szykuj się na śmierć. - Powiedziałam uciekając wzrokiem.
-O nie nie zrobisz mi tego. - Śmiał się i zaczął mnie łaskotać.
-Nie. Mario STOP ! - Wrzeszczałam. - Okey, masz mnie. Zgoda. Ale nie miej mi później za złe jak narobię ci wstydu. Nie mam pojęcia jak się zachować.
-W porządku damy radę. - Pocałował mnie. - Szykuj się mamy niecałe 3 godziny.
-Grrr.. - Ruszyłam do pokoju wybrać strój. - Mam założyć sukienkę czy bardziej na luzie ?
-Skarbie w czym ci wygodniej, masz być sobą nie przejmuj się tak.
-Łatwo ci mówić.
-A włosy ? Mój wygląd nie będzie im przeszkadzał?
-Nie wyobrażam sobie ciebie w innych włosach niż czerwone ! - Leżał na moim łóżku i śmiał się.
-Nie pomagasz. - Wybrałam strój i ruszyłam w stronę łazienki przebrać się.
-Ej a ty dokąd?
-Do łazienki. Przebrać się, nie ?
-A przy mnie nie możesz?
-Haha nie. - Uciekłam do łazienki.Przebrałam się i po 20 minutach byliśmy pod rodzinnym domem Mario. Wysiedliśmy z auta.
-Boisz się?
-Jak cholera.
Mario wybuchł śmiechem a ja naprawdę się bałam. Widząc moją minę przytulił mnie i powiedział, że będzie dobrze. Ruszyliśmy do drzwi trzymając się za ręce. Drzwi otworzyła nam mama Mario - Astrid, bardzo miła kobieta na przywitanie uścisnęła syna, a mnie najpierw dokładnie obejrzała.
-No synku postarałeś się. - Powiedziała , a ja tylko nieśmiało się uśmiechnęłam a ona zaraz przytuliła mnie równie mocno co syna, musiałam mieć dziwną minę, bo powiedziała
-Przepraszam, ale zawsze chciałam mieć córkę. - Uśmiechnęła się i tym zdaniem poprawiła mi humor. Może nie będzie tu tak źle, pomyślałam. W przedpokoju pojawił się również pan Jurgen - tata Mario.
-Dzień dobry.
-No witam. - Podał mi rękę i dodał . - Mój Mario zawsze miał dobry gust ale tym razem to się dopiero postarał. - Zaśmiał się.
-No dobra wystarczy, bo mi dziewczynę przestraszycie. - Uwolnił mnie Mario i ruszyliśmy do salonu, gdzie siedział Felix najmłodszy syn państwa Goetze.
-Siemka. - Krzyknął. - W końcu jakaś fajna dziewczyna.
-Hej. - Uśmiechnęłam się, zawstydzona wszystkimi komplementami.
-Mówiłem, że im się spodobasz. - Szepnął mi na ucho ukochany a ja się uśmiechnęłam.
-Chodźcie do jadalni, zaraz podam obiad.
I tak obiad minął w prze miłej atmosferze, na pytanie gdzie się poznaliśmy odrzekliśmy krótko, że na imprezie, myślę że rodziców Mario szczegóły nie obchodzą. Byłoby świetnie gdyby pan Goetze nie zapytał o moich rodziców. Mario widząc, że się zawahałam postanowił im wszystko opowiedzieć. Jakie było ich zdziwienie gdy dowiedzieli się, że jestem Polką i jestem tu tylko z przyjaciółką, ale i tak przyjęli to ze spokojem i zgodnie powiedzieli, że moja przeszłość wcale nie jest ważna, najważniejsze jest abyśmy byli z Mario szczęśliwi i , że zawsze mogę liczyć na ich pomoc. Po posiłku postanowiłam pomóc pani Goetze w sprzątaniu, a mężczyźni zadowoleni poszli do salonu.
-Naprawdę nie trzeba. - Mówiła pani Astrid.
-Ale to żaden problem. Bardzo chętnie pomogę. - Zabrałam talerze i ruszyłam za panią domu do kuchni.
-Nawet nie wiesz jakie to dla nas szczęście, że Mario cie poznał, bardzo się zmienił od tamtej pory.
-Zmienił ? - Zapytałam
-Tak na lepsze oczywiście. - Uśmiechnęła się do mnie. - I jesteś bardzo dobrą dziewczyną cieszę się, że jesteście razem.
-Miło mi . - Odwzajemniłam uśmiech. Gdy skończyłyśmy zmywać ruszyłyśmy do salonu.
-Mario chyba powinniśmy się już zbierać. - Rzekłam do niego.
-Ach tak. - Powiedział spoglądając na zegarek.
-Już?! A było tak fajnie. - Zasmucił się młodszy brat Mario. - Masz fajną dziewczynę. - Zwrócił się do brata.
-Wiem . - Uśmiechnął się i poczochrał mu włosy.
-Naprawdę musicie już iść? - Pytała mama Mario.
-Tak, już późno.
-No dobrze, ale czuj się zaproszona, możesz w każdej chwili przyjść. Będziemy czekać. - Rzekł pan Jurgen.
-Dziękuję.
-Tato, jasne, że tu wpadnie przecież ja nadal tu mieszkam. - Zwrócił się do ojca i objął mnie ramieniem.
-No tak, ale ostatnio rzadko tu bywałeś. - Skarcił syna.
-Oj tam...
-Dobrze, więc dziękujemy za wspaniały obiad. Do widzenia. - Zwróciłam się do rodziców Mario.
-No, trzymajcie się.
-Do widzenia. Pa.
I tak wyszliśmy z rodzinnego obiadku. Wsiadając do auta Mario zapytał mnie.
-I co chyba nie było aż tak źle.
-Niee. Masz świetnych rodziców. - Uśmiechnęłam się i pocałowałam w policzek.
-Wpadłaś w oko Felixowi. - Śmiał się.
-Ja? Haha, będziesz zazdrosny o trzynastolatka?
-No a nie? - Uśmiechnął się i pojechaliśmy do mojego mieszkania. Gdy weszliśmy do środka okazało się, że Ann jest u Marco, więc spędziliśmy te noc razem z Mario. Zasnęliśmy szczęśliwi, wtuleni w siebie. Nad ranem obudził mnie sms od Ann.
- Jesteś w domu ? Potrzebuję twojej pomocy. Mam problem.
-Tak. Co się stało?
-Nieważne. Zaraz będziemy z Marco.
Zastanawiałam się o co może chodzić. Chyba obudziłam Mario swoim wierceniem.
-Hej. - Powiedział zaspany.
-Hej, jak się spało ? - Powiedziałam i pocałowałam go.
-Z tobą zawsze wspaniale. - Uśmiechnął się.
-Musimy wstawać Ann z Marco zaraz będą.
-Ojj zaraz. - Złapał mnie i nie pozwolił wstać. - Poleżmy jeszcze chwilę.
No i leżeliśmy jeszcze z 5 minut, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Mówiłam?!
-Okey ja pójdę. - Wygrzebał się z łóżka i w samych bokserkach poczłapał do drzwi. Nie usłyszałam śmiechów jak zwykle więc wstałam z łóżka i z nadzieją, że to Ann poszłam do salonu w samej bieliźnie. Wmurowało mnie, zobaczyłam zdezorientowanego Mario, który nic nie rozumiał ze słów naszych gości. A dlaczego ? Ponieważ byli to Polacy.
---------------------------------------------
Postanowiłam, że będę dodawać posty 1-2 razy w tygodniu, potrzebuję czasu na pisanie a dziś jeszcze zdałam sobie sprawę, że mam miesiąc do egzaminów i złapałam deprechę. Moje życie nie ma ogólnie żadnego sensu... Jedyną frajdę sprawia mi czytanie waszych opowiadań, moje wydaje się być bez sensu i zastanawiam się czy warto było wgl. zaczynać z tym pisaniem. No cóż doprowadzę je do końca a co będzie dalej zobaczymy...
Dziękuję za posty pod poprzednia częścią i zapraszam do komentowania :).
-Kocha mnie. - Nieświadomie powiedziałam to na głos, a Ann od razu mnie przytuliła, tak to była odpowiedź na wszystkie jej pytania. Cieszyłam się jak nigdy.
-Wiedziałam ! Widziałam jak cie pocałował, byłam pewna, że ci to wyzna ! - Krzyczała moja przyjaciółka. Ja tylko stałam i się uśmiechałam.
-Jestem taka szczęśliwa. - Przytuliłam mocniej przyjaciółkę.
-Teraz będziemy chodzić na podwójne randki! - Cieszyła się Ann.
-Podwójne ?
-Tak. Marco też powiedział, że coś do mnie czuje.
-Gratuluję ! - Ze szczęścia po policzku popłynęły mi łzy.
-Czekolada na koszulkach przyniosła nam szczęście. - Powiedziała Ann wspominając koszulkę Marco i moją ubrudzoną w czekoladowych lodach.
-Haha najwidoczniej. Musimy wszystko sobie opowiedzieć, tylko pójdę się wykąpać i spotkamy się w moim pokoju okey ?
-Jasne, a ja przygotuję coś do jedzenia.
Tak spędziłyśmy całą noc. Rozmawiając o tym co się dziś wydarzyło. W końcu spotkało nas szczęście i to jakie. Wymieniłam w nocy jeszcze parę sms z Mario i usnęłyśmy z Ann w jednym łóżku zmęczone dzisiejszymi wrażeniami.
Następnego dnia rano obudziłyśmy się szczęśliwe i niepewne tego czy to co działo się poprzedniego dnia to nie sen. Przekonałam się, że to rzeczywistość odczytując ostatniego sms'a od Mario. Chłopcy mieli dziś wolne i postanowiliśmy spędzić ten dzień we czwórkę, chcieliśmy zabrać jeszcze Matsa ale stwierdził, że nie chce nam przeszkadzać. Wybraliśmy się nad jezioro na przedmieściach Dortmundu i spędziliśmy wspaniale czas wygłupiając się i dowiadując się o sobie nowych rzeczy. Robiło się już późno chłopcy pakowali nasze rzeczy do auta a ja stałam i wpatrywałam się w zachód słońca, podeszła do mnie Ann i szczęśliwa mnie objęła.
-Dziś 13 sierpnia. - Powiedziałam.
-To co piątek dziś? Przecież nigdy nie byłaś przesądna.
-Haha nie. To już miesiąc odkąd uciekłyśmy z domu. - Spojrzałam na Ann. - Żałujesz? Tęsknisz za Polską?
-Szczerze? Teraz gdy mamy tych wariatów to już nie. - Uśmiechnęła się.
-Ja też.
-Widzisz, wiedziałam gdzie jechać. - Przechwalała się Ann.
-O taak !
-Dziewczyny już wszystko gotowe! Jedziemy. - Wołali nas chłopcy i zadowolone ruszyłyśmy w stronę auta. Ann postanowiła, że jedzie do Marco, więc Mario wysiadł ze mną pod naszym mieszkaniem, bo twierdził że nie mogę siedzieć sama w nocy.
Minął tydzień Ann praktycznie przeprowadziła się do Marco, a ja z Mario spędzaliśmy razem całe dnie. Pewnego dnia oświadczył mi :
-Moi rodzice chcą cie poznać.
-Co? Mnie?
-Tak, co w tym dziwnego jesteś moją dziewczyną. - Uśmiechnął się słodko i przytulił mnie.
-No tak, ale jeszcze nikt nie przedstawiał mnie swoim rodzicom.
-Zawsze musi być ten pierwszy raz. Zapraszają nas dziś na obiad na 14.
-Poważnie? - Nie dowierzałam, brzuch rozbolał mnie ze strachu.
-Tak i zabiją mnie jak się nie pojawimy.
-Ojj szykuj się na śmierć. - Powiedziałam uciekając wzrokiem.
-O nie nie zrobisz mi tego. - Śmiał się i zaczął mnie łaskotać.
-Nie. Mario STOP ! - Wrzeszczałam. - Okey, masz mnie. Zgoda. Ale nie miej mi później za złe jak narobię ci wstydu. Nie mam pojęcia jak się zachować.
-W porządku damy radę. - Pocałował mnie. - Szykuj się mamy niecałe 3 godziny.
-Grrr.. - Ruszyłam do pokoju wybrać strój. - Mam założyć sukienkę czy bardziej na luzie ?
-Skarbie w czym ci wygodniej, masz być sobą nie przejmuj się tak.
-Łatwo ci mówić.
-A włosy ? Mój wygląd nie będzie im przeszkadzał?
-Nie wyobrażam sobie ciebie w innych włosach niż czerwone ! - Leżał na moim łóżku i śmiał się.
-Nie pomagasz. - Wybrałam strój i ruszyłam w stronę łazienki przebrać się.
-Ej a ty dokąd?
-Do łazienki. Przebrać się, nie ?
-A przy mnie nie możesz?
-Haha nie. - Uciekłam do łazienki.Przebrałam się i po 20 minutach byliśmy pod rodzinnym domem Mario. Wysiedliśmy z auta.
-Boisz się?
-Jak cholera.
Mario wybuchł śmiechem a ja naprawdę się bałam. Widząc moją minę przytulił mnie i powiedział, że będzie dobrze. Ruszyliśmy do drzwi trzymając się za ręce. Drzwi otworzyła nam mama Mario - Astrid, bardzo miła kobieta na przywitanie uścisnęła syna, a mnie najpierw dokładnie obejrzała.
-No synku postarałeś się. - Powiedziała , a ja tylko nieśmiało się uśmiechnęłam a ona zaraz przytuliła mnie równie mocno co syna, musiałam mieć dziwną minę, bo powiedziała
-Przepraszam, ale zawsze chciałam mieć córkę. - Uśmiechnęła się i tym zdaniem poprawiła mi humor. Może nie będzie tu tak źle, pomyślałam. W przedpokoju pojawił się również pan Jurgen - tata Mario.
-Dzień dobry.
-No witam. - Podał mi rękę i dodał . - Mój Mario zawsze miał dobry gust ale tym razem to się dopiero postarał. - Zaśmiał się.
-No dobra wystarczy, bo mi dziewczynę przestraszycie. - Uwolnił mnie Mario i ruszyliśmy do salonu, gdzie siedział Felix najmłodszy syn państwa Goetze.
-Siemka. - Krzyknął. - W końcu jakaś fajna dziewczyna.
-Hej. - Uśmiechnęłam się, zawstydzona wszystkimi komplementami.
-Mówiłem, że im się spodobasz. - Szepnął mi na ucho ukochany a ja się uśmiechnęłam.
-Chodźcie do jadalni, zaraz podam obiad.
I tak obiad minął w prze miłej atmosferze, na pytanie gdzie się poznaliśmy odrzekliśmy krótko, że na imprezie, myślę że rodziców Mario szczegóły nie obchodzą. Byłoby świetnie gdyby pan Goetze nie zapytał o moich rodziców. Mario widząc, że się zawahałam postanowił im wszystko opowiedzieć. Jakie było ich zdziwienie gdy dowiedzieli się, że jestem Polką i jestem tu tylko z przyjaciółką, ale i tak przyjęli to ze spokojem i zgodnie powiedzieli, że moja przeszłość wcale nie jest ważna, najważniejsze jest abyśmy byli z Mario szczęśliwi i , że zawsze mogę liczyć na ich pomoc. Po posiłku postanowiłam pomóc pani Goetze w sprzątaniu, a mężczyźni zadowoleni poszli do salonu.
-Naprawdę nie trzeba. - Mówiła pani Astrid.
-Ale to żaden problem. Bardzo chętnie pomogę. - Zabrałam talerze i ruszyłam za panią domu do kuchni.
-Nawet nie wiesz jakie to dla nas szczęście, że Mario cie poznał, bardzo się zmienił od tamtej pory.
-Zmienił ? - Zapytałam
-Tak na lepsze oczywiście. - Uśmiechnęła się do mnie. - I jesteś bardzo dobrą dziewczyną cieszę się, że jesteście razem.
-Miło mi . - Odwzajemniłam uśmiech. Gdy skończyłyśmy zmywać ruszyłyśmy do salonu.
-Mario chyba powinniśmy się już zbierać. - Rzekłam do niego.
-Ach tak. - Powiedział spoglądając na zegarek.
-Już?! A było tak fajnie. - Zasmucił się młodszy brat Mario. - Masz fajną dziewczynę. - Zwrócił się do brata.
-Wiem . - Uśmiechnął się i poczochrał mu włosy.
-Naprawdę musicie już iść? - Pytała mama Mario.
-Tak, już późno.
-No dobrze, ale czuj się zaproszona, możesz w każdej chwili przyjść. Będziemy czekać. - Rzekł pan Jurgen.
-Dziękuję.
-Tato, jasne, że tu wpadnie przecież ja nadal tu mieszkam. - Zwrócił się do ojca i objął mnie ramieniem.
-No tak, ale ostatnio rzadko tu bywałeś. - Skarcił syna.
-Oj tam...
-Dobrze, więc dziękujemy za wspaniały obiad. Do widzenia. - Zwróciłam się do rodziców Mario.
-No, trzymajcie się.
-Do widzenia. Pa.
I tak wyszliśmy z rodzinnego obiadku. Wsiadając do auta Mario zapytał mnie.
-I co chyba nie było aż tak źle.
-Niee. Masz świetnych rodziców. - Uśmiechnęłam się i pocałowałam w policzek.
-Wpadłaś w oko Felixowi. - Śmiał się.
-Ja? Haha, będziesz zazdrosny o trzynastolatka?
-No a nie? - Uśmiechnął się i pojechaliśmy do mojego mieszkania. Gdy weszliśmy do środka okazało się, że Ann jest u Marco, więc spędziliśmy te noc razem z Mario. Zasnęliśmy szczęśliwi, wtuleni w siebie. Nad ranem obudził mnie sms od Ann.
- Jesteś w domu ? Potrzebuję twojej pomocy. Mam problem.
-Tak. Co się stało?
-Nieważne. Zaraz będziemy z Marco.
Zastanawiałam się o co może chodzić. Chyba obudziłam Mario swoim wierceniem.
-Hej. - Powiedział zaspany.
-Hej, jak się spało ? - Powiedziałam i pocałowałam go.
-Z tobą zawsze wspaniale. - Uśmiechnął się.
-Musimy wstawać Ann z Marco zaraz będą.
-Ojj zaraz. - Złapał mnie i nie pozwolił wstać. - Poleżmy jeszcze chwilę.
No i leżeliśmy jeszcze z 5 minut, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Mówiłam?!
-Okey ja pójdę. - Wygrzebał się z łóżka i w samych bokserkach poczłapał do drzwi. Nie usłyszałam śmiechów jak zwykle więc wstałam z łóżka i z nadzieją, że to Ann poszłam do salonu w samej bieliźnie. Wmurowało mnie, zobaczyłam zdezorientowanego Mario, który nic nie rozumiał ze słów naszych gości. A dlaczego ? Ponieważ byli to Polacy.
---------------------------------------------
Postanowiłam, że będę dodawać posty 1-2 razy w tygodniu, potrzebuję czasu na pisanie a dziś jeszcze zdałam sobie sprawę, że mam miesiąc do egzaminów i złapałam deprechę. Moje życie nie ma ogólnie żadnego sensu... Jedyną frajdę sprawia mi czytanie waszych opowiadań, moje wydaje się być bez sensu i zastanawiam się czy warto było wgl. zaczynać z tym pisaniem. No cóż doprowadzę je do końca a co będzie dalej zobaczymy...
Dziękuję za posty pod poprzednia częścią i zapraszam do komentowania :).
niedziela, 10 marca 2013
Ogłoszenie
Pragnę zawiadomić was, że zaczynam prowadzić nowego bloga o BVB. Blog dotyczył będzie meczów, nowości i piłkarzy. Ogólnie wszystkiego co dotyczy Borussii Dortmund. Wszystkich chętnych zapraszam do odwiedzania tego bloga.
piątek, 8 marca 2013
Rozdział 10 i 11
Hummels w końcu postanowił zadzwonić do kumpla. Po paru sygnałach odebrał.
-No stary gdzie ty jesteś? Impreza się już rozkręciła a ciebie tu nie ma.
-Zaraz będę, miałem małe problemy ze znalezieniem tego adresu.
-No to dawaj szybko. Narka. - Rozłączył się.
-No i co? Będzie? - Pytała Ann
-Tak, nie mógł znaleźć tego adresu. - Śmiał się z kumpla.
-Haha, biedactwo.
Po niecałych 10 minutach ktoś zadzwonił do drzwi.Dwójka z kuchni domyśliła się, że to on więc postanowili wysłać do drzwi Monikę.
-Czerwona otwórz! - Krzyczał Mats
-Grr, jak zwykle ja.
Dziewczyna ruszyła do drzwi i zobaczyła przed sobą chłopaka ze skrzynką piwa.
-Siema przyniosłem troch eee.... - Urwał gdy zobaczył kto otworzył mu drzwi.
-Co ty tu robisz? - Nie dowierzała Monika.
-Przyszedłem na imprezę, a ty ? - Cieszył się że ją widzi.
-Mieszkam tu. Właź nie chce mi się z tobą gadać. - Wpuściła go i zniknęła w tłumie. Mario zauważył w kuchni uśmiechniętego Hummelsa i ruszył w jego stronę.
-Stary to serio mieszkanie Moniki ? To jej impreza? - Pytał Goetze.
-Tak i nie ma za co. - Poklepał kumpla po plecach i zabrał Ann do tańca. Mario postanowił poszukać Moniki i pogadać z nią, ale nawet nie ruszył się z miejsca, bo czerwonowłosa sama przyszła do kuchni. Spojrzała na niego i powiedziała.
-Słuchaj, muszę ci coś powiedzieć.
-Okey ale ja pierwszy.
-Chce cie jeszcze raz przeprosić i powiedzieć, że jeżeli serio tak mnie nienawidzisz to się usunę i ...
-Nie nienawidzę cie - Przerwała mu
-Nie? Przecież sama mówiłaś
-Wiem co mówiłam, ale to przez dumę. Nie mogłabym nienawidzić swojego idola. - Uśmiechnęła się nieśmiało.
-Poważnie?
-Yhym. To jak kumple? - Zaproponowała dziewczyna.
-Jasne. - Uśmiechnął się i pocałował ją w policzek. - To co ty na to żeby zatańczyć ? - Dziewczyna nie odpowiedziała tylko uśmiechnęła się i pociągnęła go do salonu gdzie wszyscy się bawili. Gdy Ann i Mats zobaczyli ich razem przybili piątkę zadowoleni, że ta dwójka w końcu się pogodziła. W tym samym czasie w domu dziewczyn pojawiła się jeszcze jedna osoba.
-Ooo widzę niespodziankę. - Szepnął do Ann
-Jaką niespodziankę?
-No tą którą ci obiecałem. - Uśmiechnął się i odszedł na chwilę. Po chwili wrócił ciągnąc za sobą szczupłego blondyna. Gdy Ann go zobaczyła aż pisnęła z radości.
-Nie wierze ! Marco Reus. - Krzycząc rzuciła się na oczarowanego jej wyglądem blondyna.
-To właśnie jest Ann, to o niej ci mówiłem. - Uśmiechnął się i zostawił ich samych.
-Miło mi. - Uśmiechnął się łobuzersko Reus.
I właśnie tak Ann poznała przystojnego piłkarza, przetańczyli i przegadali razem całą noc, oboje się sobie spodobali, a wszystko dzięki genialnemu Hummelsowi. Monika spędziła trochę czasu z Mario i oni się dobrze ze sobą dogadywali. Wszyscy świetnie się bawili,niestety pod koniec zabrakło alkoholu bo nikt nie spodziewał się, że będzie tyle osób. Jednak niektórzy zmyli się do domów jeszcze przed 2, inni natomiast bawili się do samego rana, a parę osób już przed północą zaliczyło zgona. Rano w mieszkaniu dziewczyn zostali tylko śpiący : Mats, Mario, Marco, Felipe i Monika z Ann. Pierwsza obudziła się Ann z Marco i postanowili trochę ogarnąć bałagan po imprezie. Na nieszczęście reszty zachowywali się dość głośno i ich obudzili.
-Ciszej trochę łeb mi pęka!
-Trzeba było tyle nie pić! - Śmiał się Reus
-Co to cholery.... - Jęczała Monika. - Kurde Santana złaź ze mnie !
-Ups, Haha już wiem czemu tak wygodnie mi się spało. - Wszyscy śmiali się z tej dwójki.
-I z czego się cieszysz! Ciekawe jakby ci było jakby taki duży facet jak Felipe na tobie leżał . - Odrzekła obrażona Monika.
-Oj biedactwo. - Śmiał się Mats.
Dziewczyna wstała z podłogi i usiadła na kanapie obok Mario.
-Dajcie mi coś na głowę.
-Tobie już nic nie pomoże głupku. - Śmiał się Marco z Goetze, a ten spojrzał na niego tylko złowrogo i nic nie powiedział.
-Zaraz wam coś przyniosę. - Ann ruszyła w stronę kuchni i wróciła z tabletkami i szklanką wody dla każdego.
-Dziękuję. - Rzekł z ulgą Goetze.
-No impreza była zajebista, mieszkanie prawie posprzątane więc chyba będziemy się już zbierać co chłopaki ? - Pytał Mats
-Jak chcecie to idźcie ja jeszcze zostanę. - Powiedział Marco i spojrzał zadowolony na Ann, a ona się lekko zarumieniła.
-Yy czy ja o czymś nie wiem? - Pytała Monika
-No właśnie ? - Zgodził się Felipe
-No co, polubiliśmy się i tyle. Masz coś przeciwko temu żebym spędził ten dzień z twoją przyjaciółką ? - Zwrócił się Marco do Moniki.
-Nie, spoko.
-Okey to my dziękujemy za imprezę, ale zmywamy się już, na razie. - Pożegnał się Mats i w ślad za nim poszedł Mario i Felipe.
-Narka.- Odprowadziła ich do drzwi Monika.
-No to co zostawiam was gołąbeczki i idę dalej spać. - Powiedziała Monika.
-Monika?
-Hym?
-Jak Mario ?
-A jak ma być. - Widząc minę przyjaciółki postanowiła jednak odpowiedzieć. - No normalnie, chyba się dogadaliśmy. - I ruszyła do swojego pokoju.
-To dobrze. - Uśmiechnęła się Ann i została sama z Marco w salonie.
-Wiesz Mario za nią szaleje.
-Domyślam się i postanowiłam z Matsem ich zeswatać a że ty jesteś najlepszym przyjacielem Mario to nam pomożesz .
-Bardzo chętnie. - Uśmiechnął się. - To co dokończymy sprzątać i może wybierzemy się na miasto coś zjeść?
-Jasne. - Odparła zadowolona Ann z nadzieją, że z blondynem połączy ją coś więcej.
Colton Dixon - Never Gone
Dwa tygodnie później.
Dziewczyny przez te dwa tygodnie zaprzyjaźniły się z chłopcami z BVB. Chodziły na treningi, mecze, praktycznie całe dnie spędzały z piłkarzami. Ann i Marco zbliżyli się do siebie i pomimo krótkiej znajomości chyba można nazywać ich już parą, są nierozłączni. Oczywiśćie oboje mówią, że nic ich nie łączy ( narazie ). Mario natomiast próbuje zbliżyć się do Moniki, ale to póki co nie ma sensu bo dziewczyna nadal ma w głowie tamtą noc i czuje się w jego towarzystwie conajmniej dziwnie. Lecz wszystko raczej było na najlepszej drodze.
Na Signal Idunie :
Dziś wyjatkowo siedziałam sama na trybunach bo Ann zasiedziała się wczoraj u Reusa i do tej pory odsypia. Siedziałam tak i przyglądałam się jak chłopcy trenują. Nagle poczułam coś zimnego na plecach, jakby mnie ktoś wodą oblał. Odwróciłam się i miałam rację stał za mną Kuba z pustą butelką po wodzie.
-Zwariowałeś !? - Nie odpowiedział tylko się śmiał a całej sytuacji przyglądali się wszyscy chłopcy. Postanowiłam nie być mu dłużna i złapałam swoją butelkę i zaczęłam go gonić, uciekł na murawę.
-Aaaaa ratujcie. - Wrzeszczał. Piszczu jednak przytrzymał go i spokojnie mogłam wylać mu na głowę zawartość butelki.
-Haha i co fajnie ci ? - Śmiałam się.
-Tak. - Wyszczerzył zęby i spojrzał porozumiewawczo za moje plecy. Nim się odwróciłam poczułam kolejny strumień wody na ciele, tym razem byli to Mario i Marco.
-Ejj no weźcie, jak ja wrócę do domu.
-Wiesz jak zdejmiesz ubrania to szybciej ci wyschną. - Zauważył błyskotliwie Mario.
-Haha bardzo śmieszne i co mam tak nago łazić?
-Nie mielibyśmy nic przeciwko temu. - Żartował Santana.
-Debile. - Skomentowałam ich zachowanie i ruszyłam w stronę trenera Kloppa.
-Przepraszam za chłopców jak widzą dziewczynę to wariują. - Śmiał się.
-W porządku. Ale uważam, że przydałaby się im mała kara. - Uśmiechnęłam się.
-Masz rację . - Chłopcy 15 kółek wokół boiska. - Krzyknął do nich, a odpowiedzi mozna było usłyszeć jedynie jęki. Podał mni ręcznik.
-Dziękuję. - Odparłam zadowolona.
-Co tam u ciebie ? - Zapytał mnie trener.
-W porządku. - Uśmiechnęłam się.
-A u twojej przyjaciółki? Zawsze przychodziłyście razem.
-Tak, ale dziś gdy wychodziłam jeszcze spała, zasiedziała się wczoraj u Marco.
-Ach to dlatego on dziś taki ledwo żywy. Haha - Śmiał się.
Zanim trening się skończył zdążyłam wyschnąć i mogłam iść z chłopcami na miasto.
-Pójdziemy się przebrać a ty poczekaj przed stadionem. - Podbiegł do mnie Mario.
-Okey, zadzwonię też do Ann, żeby się ogarnęła bo idziemy po nią tak?
-Tak. - Uśmiechnął się i pobiegł do szatni.
Zadzwoniłam do przyjaciółki aby się przygotowała do wyjścia i czekałam przed stadionem jak kazał mi Mario. Po kilku minutach czekania ktoś zasłonił mi oczy, na początku chciałam wrzeszczeć ale zaraz później rozpoznałam jego perfumy.
-Goetze. - Odparłam
-Ejj czemu po nazwisku. - Udawał obrażonego.
-Bo cie nie lubię. - Wystawiłam język i zaczęłam się śmiać.
-Grr jak ci obetnę ten język to się dopiero będziesz śmiać.
-Haha spróbuj. - I zaczęliśmy ganiać się po parkingu, a Marco przyglądała nam się jak dzieciom specjalnej troski. Dopóki nie wpadliśmy w jakieś krzaki, oczywiście jak zwykle to Mario wylądował na mnie a to ja leżałam na niewygodnym krzewie.
-Haha no i co teraz zrobisz? - Śmiał się Goetze.
-Hmm. - Uśmiechnęłam się tajemniczo i chwilę później chłopak zwijał się z bólu leżąc na ziemi a ja spokojnie mogłam się podnieść.
-To było nie fair. -Mówił piskliwym głosem. - Chcesz żebym był bezpłodny ?
-To już nie mój problem. - Zaśmiałam się.
-Marco pomóż kumplowi się pozbierać haha. - Ruszyłam przed siebie, a Marco śmiał się z kumpla.
-Haha ale ci przywaliła.
-Się ciesz póki możesz bo zaraz i ty dostaniesz kopa.
-Idziecie ?! - Krzyknęłam z końca parkingu bo te fajtłapy nadal stały w miejscu.
-Już, tylko Marco skończy mi masować obolałe miejsce!. - Śmiał się Goetze.
-Lecz się zjebie. - Zrobił kwaśną minę Reus.
Zrobiłam face palma i Marco do mnie podbiegł.
-Weź ja go nie znam. - Kontynuował.
-Nie? To obmacujesz kolesia którego nie znasz? - Śmiałam się z niego, a w tym czasie podbiegł do nas Mario.
-Nie dotknąłem go. Mario powiedz jej, że tylko żartowałeś z tym masowaniem. - Udawał obrażonego.
-Nie mogę jej okłamywać. - Śmiał się.
-Hahaha debile. Jesteście pojebani. - Skomentowałam ich głupotę. I ruszyliśmy w stronę mojego i Ann mieszkania. Całą drogę śmiałam się z nich i razem z Mario dokuczaliśmy Reusowi.Gdy dotarliśmy na miejsce Marco od razu wpadł w ramiona Ann krzycząc
-Jak dobrze cie widzieć ! Zabierz ode mnie tych zboczeńców! - Marudził, a ja i Mario śmialiśmy się z niego.
-Eeee co się stało ? - Pytała zdezorientowana Ann.
-Haha nic takiego, blondas sobie z nami nie radzi. - Śmiałam się.
-Oj biedactwo, bardzo ci dokuczali ?
-Tak. - Udawał, że płacze.
-No to za karę nie pójdą z nami na miasto.
-Haha chciałabyś ja i tak idę a ty Mario?
-No jasne, nie przegapię okazji by móc się pośmiać z Marco.
-Jesteście okropni. - Powiedział Reus.
-Zdarza się . Idę się przebrać i możemy wychodzić. - Powiedziałam i poszłam do sypialni . Ann ubrana była w to a ja postanowiłam założyć to tak właśnie ubrana wróciłam do przyjaciół.
-Okey możemy iść. - Wyszliśmy z domu i kierowaliśmy się w stronę rynku.
-No to co najpierw idziemy na lody. - Zaproponował Marco.
-Okey.
Każdy zamówił swój ulubiony smak ja i Ann czekoladowe, a chłopcy truskawkowe. Oczywiście jak zwykle mieli okazję by się ze mnie pośmiać. Szliśmy sobie spokojnie chodnikiem i nagle wpadło na mnie jakieś dziecko, a czekoladowe lody wylądowały no mojej nowej białej bluzce. No pięknie.
-Cholera - Krzyknęłam
-Haha dobrze ci tak! To za to, że się ze mnie śmiałaś . - Skomentował Reus. A ja nie wytrzymałam i resztę loda wytarłam w jego również białą koszulkę.
-Ha i co fajnie ci ?
-Przegięłaś. - Rzucił się na mnie , ale zdążyłam zrobić unik i Reus wpadł na jakąś starszą panią, a ja nie mogłam wytrzymać ze śmiechu. Nie wiem jak to się stało ale by stłumić śmiech wtuliłam się w koszulkę Mario, a ten nie protestował. Po chwili nastała ta niezręczna chwila i oderwaliśmy się od siebie.
-Przepraszam. - Powiedziałam przez śmiech.
-W porządku. - Powiedział również się śmiejąc - No i jak Reus, widzisz nie zaczyna się z Olszewską.
-Widzę, ale kiedyś się odegram. - Odgrażał się. Oczywiście wszystko było na żarty. Niestety następnie mieliśmy iść do kina, a zostało nam tylko pół godziny więc ja i Reus musieliśmy iść tam umorusani jak małe dzieci.
-No to wy idźcie przodem a ja i Mario pójdziemy za wami żeby nikt nie pomyślał ze zadajemy się z takimi flejtuchami. - Śmiała się Ann.
-Osz ty, nie zamierzam iść obok niego, przykro mi ale będziesz musiała się z nami pokazać. - Pokazałam jej język i zobaczyłam grymas na twarzy Mario, pewnie przypomniała mu się dzisiejsza sytuacja po treningu. Zaczęłam się śmiać.
-To co idziemy czy będziemy tak stać ? -Spytałam
-Idziemy- Odrzekł wesoło Mario.
Rzecz jasna chłopcy wybrali horror i za nic nie dali się uprosić by iść na komedie czy cokolwiek innego. Ann cały seans siedziała wtulona w Marco, a raczej w jego brudną koszulkę. A ja tylko udawałam, że oglądam by przez przypadek ze strachu nie wtulić się w Mario. No ale stało się, na całej sali rozległ się krzyk a ja nie wytrzymałam i przytuliłam się do niego, a on jak gdyby nigdy nic objął mnie mocno i uśmiechnął się delikatnie szepcząc:
-Wiedziałem, że prędzej czy później to zrobisz.
-Grr. - Chciałam się uwolnić z jego uścisku ale nie pozwolił mi i przybliżył swoją twarz do mojej, patrzyłam jak zaczarowana, nie oderwałam się. Sama przysunęłam się bliżej, chciałam tego. W końcu wpił się namiętnie w moje usta i krzyki z sali jakby w mgnieniu oka ustały. Śmiało mogę stwierdzić, że to był najlepszy pocałunek w moim życiu, nic dziwnego w końcu całowałam się z Mario. Odsunęliśmy się od siebie uśmiechnięci i chyba już żadne z nas nie oglądało filmu uważnie. Ann i Marco wpatrzeni w ekran chyba niczego nie zauważyli, ale to i lepiej. Spostrzegłam, że Mario co chwilę spoglądał na mnie uśmiechając się pod nosem. Gdy film się skończył we czwórkę opuściliśmy kino, Goetze nie spuszczał mnie z oczu, nieświadomie również cały czas mu się przyglądałam.
-Zrobiło się późno, chyba już pójdziemy co nie Monika? - Nie usłyszała odpowiedzi. - Monika?!
-Hym ? Co? Ach tak racja, będziemy się zbierać. - Uśmiechnęłam się nieśmiało.
-No to ty Marco odprowadź Ann a ja chciałbym jeszcze pogadać z Moniką jeśli to możliwe. - Uśmiechnął się.
-Ze mną ? - Przestraszyłam się ale w głębi duszy cieszyłam się.
-Tak. Obiecuję, że cie później odprowadzę pod same drzwi.
-No to okey, chodź Ann. - Zwrócił się do niej Marco. - Trzymajcie się.
Ann odchodząc głucho powiedziała "powodzenia" w moją stronę i uśmiechnęła się, czyli widziała jak mnie pocałował - pomyślałam.
-Pa. - Odparłam uśmiechnięta.
-No to co jest ? - Zapytałam Mario uśmiechając się.
-Możemy się przejść? - Zapytał słodko.
-Mhm.
-Wiesz chodzi mi o ten pocałunek. - Zrobił przerwę by sprawdzić czy słucham i spojrzał mi prosto w oczy. - Widzisz dla mnie to nie był zwykły pocałunek, poczułem coś, czego chyba nigdy nie czułem.
-A co takiego poczułeś?
-Miłość? - Bardziej zapytał niż odpowiedział.
-Miłość. - Przytaknęłam uśmiechając się.
-To znaczy, że ty też...? - Spojrzał na mnie pytająco.
-Chyba się zakochałam. - Zaśmiałam się delikatnie, a on nachylił się i znów zbliżył swoje usta do moich i nieśmiało pocałował, odwzajemniłam pocałunek.
-Kocham cię. - Szepnął przerywając pocałunek, by ponownie móc zatracić się w kolejnym pocałunku. Tak zakochałam się, reszta dookoła nie miała znaczenia.....
----------------------------------------------------------
Połączyłam dwa rozdziały, bo przez weekend nic nie dodam, a że dziś dzień kobiet, to tak weselej. No i Mario już na dobre wkroczył w to opowiadanie ;)
Więc Wszystkiego Najlepszego kobietki :* Jutro mecz Revierderby miejmy nadzieję, że chłopcy sprawią nam miły prezent :).
-No stary gdzie ty jesteś? Impreza się już rozkręciła a ciebie tu nie ma.
-Zaraz będę, miałem małe problemy ze znalezieniem tego adresu.
-No to dawaj szybko. Narka. - Rozłączył się.
-No i co? Będzie? - Pytała Ann
-Tak, nie mógł znaleźć tego adresu. - Śmiał się z kumpla.
-Haha, biedactwo.
Po niecałych 10 minutach ktoś zadzwonił do drzwi.Dwójka z kuchni domyśliła się, że to on więc postanowili wysłać do drzwi Monikę.
-Czerwona otwórz! - Krzyczał Mats
-Grr, jak zwykle ja.
Dziewczyna ruszyła do drzwi i zobaczyła przed sobą chłopaka ze skrzynką piwa.
-Siema przyniosłem troch eee.... - Urwał gdy zobaczył kto otworzył mu drzwi.
-Co ty tu robisz? - Nie dowierzała Monika.
-Przyszedłem na imprezę, a ty ? - Cieszył się że ją widzi.
-Mieszkam tu. Właź nie chce mi się z tobą gadać. - Wpuściła go i zniknęła w tłumie. Mario zauważył w kuchni uśmiechniętego Hummelsa i ruszył w jego stronę.
-Stary to serio mieszkanie Moniki ? To jej impreza? - Pytał Goetze.
-Tak i nie ma za co. - Poklepał kumpla po plecach i zabrał Ann do tańca. Mario postanowił poszukać Moniki i pogadać z nią, ale nawet nie ruszył się z miejsca, bo czerwonowłosa sama przyszła do kuchni. Spojrzała na niego i powiedziała.
-Słuchaj, muszę ci coś powiedzieć.
-Okey ale ja pierwszy.
-Chce cie jeszcze raz przeprosić i powiedzieć, że jeżeli serio tak mnie nienawidzisz to się usunę i ...
-Nie nienawidzę cie - Przerwała mu
-Nie? Przecież sama mówiłaś
-Wiem co mówiłam, ale to przez dumę. Nie mogłabym nienawidzić swojego idola. - Uśmiechnęła się nieśmiało.
-Poważnie?
-Yhym. To jak kumple? - Zaproponowała dziewczyna.
-Jasne. - Uśmiechnął się i pocałował ją w policzek. - To co ty na to żeby zatańczyć ? - Dziewczyna nie odpowiedziała tylko uśmiechnęła się i pociągnęła go do salonu gdzie wszyscy się bawili. Gdy Ann i Mats zobaczyli ich razem przybili piątkę zadowoleni, że ta dwójka w końcu się pogodziła. W tym samym czasie w domu dziewczyn pojawiła się jeszcze jedna osoba.
-Ooo widzę niespodziankę. - Szepnął do Ann
-Jaką niespodziankę?
-No tą którą ci obiecałem. - Uśmiechnął się i odszedł na chwilę. Po chwili wrócił ciągnąc za sobą szczupłego blondyna. Gdy Ann go zobaczyła aż pisnęła z radości.
-Nie wierze ! Marco Reus. - Krzycząc rzuciła się na oczarowanego jej wyglądem blondyna.
-To właśnie jest Ann, to o niej ci mówiłem. - Uśmiechnął się i zostawił ich samych.
-Miło mi. - Uśmiechnął się łobuzersko Reus.
I właśnie tak Ann poznała przystojnego piłkarza, przetańczyli i przegadali razem całą noc, oboje się sobie spodobali, a wszystko dzięki genialnemu Hummelsowi. Monika spędziła trochę czasu z Mario i oni się dobrze ze sobą dogadywali. Wszyscy świetnie się bawili,niestety pod koniec zabrakło alkoholu bo nikt nie spodziewał się, że będzie tyle osób. Jednak niektórzy zmyli się do domów jeszcze przed 2, inni natomiast bawili się do samego rana, a parę osób już przed północą zaliczyło zgona. Rano w mieszkaniu dziewczyn zostali tylko śpiący : Mats, Mario, Marco, Felipe i Monika z Ann. Pierwsza obudziła się Ann z Marco i postanowili trochę ogarnąć bałagan po imprezie. Na nieszczęście reszty zachowywali się dość głośno i ich obudzili.
-Ciszej trochę łeb mi pęka!
-Trzeba było tyle nie pić! - Śmiał się Reus
-Co to cholery.... - Jęczała Monika. - Kurde Santana złaź ze mnie !
-Ups, Haha już wiem czemu tak wygodnie mi się spało. - Wszyscy śmiali się z tej dwójki.
-I z czego się cieszysz! Ciekawe jakby ci było jakby taki duży facet jak Felipe na tobie leżał . - Odrzekła obrażona Monika.
-Oj biedactwo. - Śmiał się Mats.
Dziewczyna wstała z podłogi i usiadła na kanapie obok Mario.
-Dajcie mi coś na głowę.
-Tobie już nic nie pomoże głupku. - Śmiał się Marco z Goetze, a ten spojrzał na niego tylko złowrogo i nic nie powiedział.
-Zaraz wam coś przyniosę. - Ann ruszyła w stronę kuchni i wróciła z tabletkami i szklanką wody dla każdego.
-Dziękuję. - Rzekł z ulgą Goetze.
-No impreza była zajebista, mieszkanie prawie posprzątane więc chyba będziemy się już zbierać co chłopaki ? - Pytał Mats
-Jak chcecie to idźcie ja jeszcze zostanę. - Powiedział Marco i spojrzał zadowolony na Ann, a ona się lekko zarumieniła.
-Yy czy ja o czymś nie wiem? - Pytała Monika
-No właśnie ? - Zgodził się Felipe
-No co, polubiliśmy się i tyle. Masz coś przeciwko temu żebym spędził ten dzień z twoją przyjaciółką ? - Zwrócił się Marco do Moniki.
-Nie, spoko.
-Okey to my dziękujemy za imprezę, ale zmywamy się już, na razie. - Pożegnał się Mats i w ślad za nim poszedł Mario i Felipe.
-Narka.- Odprowadziła ich do drzwi Monika.
-No to co zostawiam was gołąbeczki i idę dalej spać. - Powiedziała Monika.
-Monika?
-Hym?
-Jak Mario ?
-A jak ma być. - Widząc minę przyjaciółki postanowiła jednak odpowiedzieć. - No normalnie, chyba się dogadaliśmy. - I ruszyła do swojego pokoju.
-To dobrze. - Uśmiechnęła się Ann i została sama z Marco w salonie.
-Wiesz Mario za nią szaleje.
-Domyślam się i postanowiłam z Matsem ich zeswatać a że ty jesteś najlepszym przyjacielem Mario to nam pomożesz .
-Bardzo chętnie. - Uśmiechnął się. - To co dokończymy sprzątać i może wybierzemy się na miasto coś zjeść?
-Jasne. - Odparła zadowolona Ann z nadzieją, że z blondynem połączy ją coś więcej.
Colton Dixon - Never Gone
Dwa tygodnie później.
Dziewczyny przez te dwa tygodnie zaprzyjaźniły się z chłopcami z BVB. Chodziły na treningi, mecze, praktycznie całe dnie spędzały z piłkarzami. Ann i Marco zbliżyli się do siebie i pomimo krótkiej znajomości chyba można nazywać ich już parą, są nierozłączni. Oczywiśćie oboje mówią, że nic ich nie łączy ( narazie ). Mario natomiast próbuje zbliżyć się do Moniki, ale to póki co nie ma sensu bo dziewczyna nadal ma w głowie tamtą noc i czuje się w jego towarzystwie conajmniej dziwnie. Lecz wszystko raczej było na najlepszej drodze.
Na Signal Idunie :
Dziś wyjatkowo siedziałam sama na trybunach bo Ann zasiedziała się wczoraj u Reusa i do tej pory odsypia. Siedziałam tak i przyglądałam się jak chłopcy trenują. Nagle poczułam coś zimnego na plecach, jakby mnie ktoś wodą oblał. Odwróciłam się i miałam rację stał za mną Kuba z pustą butelką po wodzie.
-Zwariowałeś !? - Nie odpowiedział tylko się śmiał a całej sytuacji przyglądali się wszyscy chłopcy. Postanowiłam nie być mu dłużna i złapałam swoją butelkę i zaczęłam go gonić, uciekł na murawę.
-Aaaaa ratujcie. - Wrzeszczał. Piszczu jednak przytrzymał go i spokojnie mogłam wylać mu na głowę zawartość butelki.
-Haha i co fajnie ci ? - Śmiałam się.
-Tak. - Wyszczerzył zęby i spojrzał porozumiewawczo za moje plecy. Nim się odwróciłam poczułam kolejny strumień wody na ciele, tym razem byli to Mario i Marco.
-Ejj no weźcie, jak ja wrócę do domu.
-Wiesz jak zdejmiesz ubrania to szybciej ci wyschną. - Zauważył błyskotliwie Mario.
-Haha bardzo śmieszne i co mam tak nago łazić?
-Nie mielibyśmy nic przeciwko temu. - Żartował Santana.
-Debile. - Skomentowałam ich zachowanie i ruszyłam w stronę trenera Kloppa.
-Przepraszam za chłopców jak widzą dziewczynę to wariują. - Śmiał się.
-W porządku. Ale uważam, że przydałaby się im mała kara. - Uśmiechnęłam się.
-Masz rację . - Chłopcy 15 kółek wokół boiska. - Krzyknął do nich, a odpowiedzi mozna było usłyszeć jedynie jęki. Podał mni ręcznik.
-Dziękuję. - Odparłam zadowolona.
-Co tam u ciebie ? - Zapytał mnie trener.
-W porządku. - Uśmiechnęłam się.
-A u twojej przyjaciółki? Zawsze przychodziłyście razem.
-Tak, ale dziś gdy wychodziłam jeszcze spała, zasiedziała się wczoraj u Marco.
-Ach to dlatego on dziś taki ledwo żywy. Haha - Śmiał się.
Zanim trening się skończył zdążyłam wyschnąć i mogłam iść z chłopcami na miasto.
-Pójdziemy się przebrać a ty poczekaj przed stadionem. - Podbiegł do mnie Mario.
-Okey, zadzwonię też do Ann, żeby się ogarnęła bo idziemy po nią tak?
-Tak. - Uśmiechnął się i pobiegł do szatni.
Zadzwoniłam do przyjaciółki aby się przygotowała do wyjścia i czekałam przed stadionem jak kazał mi Mario. Po kilku minutach czekania ktoś zasłonił mi oczy, na początku chciałam wrzeszczeć ale zaraz później rozpoznałam jego perfumy.
-Goetze. - Odparłam
-Ejj czemu po nazwisku. - Udawał obrażonego.
-Bo cie nie lubię. - Wystawiłam język i zaczęłam się śmiać.
-Grr jak ci obetnę ten język to się dopiero będziesz śmiać.
-Haha spróbuj. - I zaczęliśmy ganiać się po parkingu, a Marco przyglądała nam się jak dzieciom specjalnej troski. Dopóki nie wpadliśmy w jakieś krzaki, oczywiście jak zwykle to Mario wylądował na mnie a to ja leżałam na niewygodnym krzewie.
-Haha no i co teraz zrobisz? - Śmiał się Goetze.
-Hmm. - Uśmiechnęłam się tajemniczo i chwilę później chłopak zwijał się z bólu leżąc na ziemi a ja spokojnie mogłam się podnieść.
-To było nie fair. -Mówił piskliwym głosem. - Chcesz żebym był bezpłodny ?
-To już nie mój problem. - Zaśmiałam się.
-Marco pomóż kumplowi się pozbierać haha. - Ruszyłam przed siebie, a Marco śmiał się z kumpla.
-Haha ale ci przywaliła.
-Się ciesz póki możesz bo zaraz i ty dostaniesz kopa.
-Idziecie ?! - Krzyknęłam z końca parkingu bo te fajtłapy nadal stały w miejscu.
-Już, tylko Marco skończy mi masować obolałe miejsce!. - Śmiał się Goetze.
-Lecz się zjebie. - Zrobił kwaśną minę Reus.
Zrobiłam face palma i Marco do mnie podbiegł.
-Weź ja go nie znam. - Kontynuował.
-Nie? To obmacujesz kolesia którego nie znasz? - Śmiałam się z niego, a w tym czasie podbiegł do nas Mario.
-Nie dotknąłem go. Mario powiedz jej, że tylko żartowałeś z tym masowaniem. - Udawał obrażonego.
-Nie mogę jej okłamywać. - Śmiał się.
-Hahaha debile. Jesteście pojebani. - Skomentowałam ich głupotę. I ruszyliśmy w stronę mojego i Ann mieszkania. Całą drogę śmiałam się z nich i razem z Mario dokuczaliśmy Reusowi.Gdy dotarliśmy na miejsce Marco od razu wpadł w ramiona Ann krzycząc
-Jak dobrze cie widzieć ! Zabierz ode mnie tych zboczeńców! - Marudził, a ja i Mario śmialiśmy się z niego.
-Eeee co się stało ? - Pytała zdezorientowana Ann.
-Haha nic takiego, blondas sobie z nami nie radzi. - Śmiałam się.
-Oj biedactwo, bardzo ci dokuczali ?
-Tak. - Udawał, że płacze.
-No to za karę nie pójdą z nami na miasto.
-Haha chciałabyś ja i tak idę a ty Mario?
-No jasne, nie przegapię okazji by móc się pośmiać z Marco.
-Jesteście okropni. - Powiedział Reus.
-Zdarza się . Idę się przebrać i możemy wychodzić. - Powiedziałam i poszłam do sypialni . Ann ubrana była w to a ja postanowiłam założyć to tak właśnie ubrana wróciłam do przyjaciół.
-Okey możemy iść. - Wyszliśmy z domu i kierowaliśmy się w stronę rynku.
-No to co najpierw idziemy na lody. - Zaproponował Marco.
-Okey.
Każdy zamówił swój ulubiony smak ja i Ann czekoladowe, a chłopcy truskawkowe. Oczywiście jak zwykle mieli okazję by się ze mnie pośmiać. Szliśmy sobie spokojnie chodnikiem i nagle wpadło na mnie jakieś dziecko, a czekoladowe lody wylądowały no mojej nowej białej bluzce. No pięknie.
-Cholera - Krzyknęłam
-Haha dobrze ci tak! To za to, że się ze mnie śmiałaś . - Skomentował Reus. A ja nie wytrzymałam i resztę loda wytarłam w jego również białą koszulkę.
-Ha i co fajnie ci ?
-Przegięłaś. - Rzucił się na mnie , ale zdążyłam zrobić unik i Reus wpadł na jakąś starszą panią, a ja nie mogłam wytrzymać ze śmiechu. Nie wiem jak to się stało ale by stłumić śmiech wtuliłam się w koszulkę Mario, a ten nie protestował. Po chwili nastała ta niezręczna chwila i oderwaliśmy się od siebie.
-Przepraszam. - Powiedziałam przez śmiech.
-W porządku. - Powiedział również się śmiejąc - No i jak Reus, widzisz nie zaczyna się z Olszewską.
-Widzę, ale kiedyś się odegram. - Odgrażał się. Oczywiście wszystko było na żarty. Niestety następnie mieliśmy iść do kina, a zostało nam tylko pół godziny więc ja i Reus musieliśmy iść tam umorusani jak małe dzieci.
-No to wy idźcie przodem a ja i Mario pójdziemy za wami żeby nikt nie pomyślał ze zadajemy się z takimi flejtuchami. - Śmiała się Ann.
-Osz ty, nie zamierzam iść obok niego, przykro mi ale będziesz musiała się z nami pokazać. - Pokazałam jej język i zobaczyłam grymas na twarzy Mario, pewnie przypomniała mu się dzisiejsza sytuacja po treningu. Zaczęłam się śmiać.
-To co idziemy czy będziemy tak stać ? -Spytałam
-Idziemy- Odrzekł wesoło Mario.
Rzecz jasna chłopcy wybrali horror i za nic nie dali się uprosić by iść na komedie czy cokolwiek innego. Ann cały seans siedziała wtulona w Marco, a raczej w jego brudną koszulkę. A ja tylko udawałam, że oglądam by przez przypadek ze strachu nie wtulić się w Mario. No ale stało się, na całej sali rozległ się krzyk a ja nie wytrzymałam i przytuliłam się do niego, a on jak gdyby nigdy nic objął mnie mocno i uśmiechnął się delikatnie szepcząc:
-Wiedziałem, że prędzej czy później to zrobisz.
-Grr. - Chciałam się uwolnić z jego uścisku ale nie pozwolił mi i przybliżył swoją twarz do mojej, patrzyłam jak zaczarowana, nie oderwałam się. Sama przysunęłam się bliżej, chciałam tego. W końcu wpił się namiętnie w moje usta i krzyki z sali jakby w mgnieniu oka ustały. Śmiało mogę stwierdzić, że to był najlepszy pocałunek w moim życiu, nic dziwnego w końcu całowałam się z Mario. Odsunęliśmy się od siebie uśmiechnięci i chyba już żadne z nas nie oglądało filmu uważnie. Ann i Marco wpatrzeni w ekran chyba niczego nie zauważyli, ale to i lepiej. Spostrzegłam, że Mario co chwilę spoglądał na mnie uśmiechając się pod nosem. Gdy film się skończył we czwórkę opuściliśmy kino, Goetze nie spuszczał mnie z oczu, nieświadomie również cały czas mu się przyglądałam.
-Zrobiło się późno, chyba już pójdziemy co nie Monika? - Nie usłyszała odpowiedzi. - Monika?!
-Hym ? Co? Ach tak racja, będziemy się zbierać. - Uśmiechnęłam się nieśmiało.
-No to ty Marco odprowadź Ann a ja chciałbym jeszcze pogadać z Moniką jeśli to możliwe. - Uśmiechnął się.
-Ze mną ? - Przestraszyłam się ale w głębi duszy cieszyłam się.
-Tak. Obiecuję, że cie później odprowadzę pod same drzwi.
-No to okey, chodź Ann. - Zwrócił się do niej Marco. - Trzymajcie się.
Ann odchodząc głucho powiedziała "powodzenia" w moją stronę i uśmiechnęła się, czyli widziała jak mnie pocałował - pomyślałam.
-Pa. - Odparłam uśmiechnięta.
-No to co jest ? - Zapytałam Mario uśmiechając się.
-Możemy się przejść? - Zapytał słodko.
-Mhm.
-Wiesz chodzi mi o ten pocałunek. - Zrobił przerwę by sprawdzić czy słucham i spojrzał mi prosto w oczy. - Widzisz dla mnie to nie był zwykły pocałunek, poczułem coś, czego chyba nigdy nie czułem.
-A co takiego poczułeś?
-Miłość? - Bardziej zapytał niż odpowiedział.
-Miłość. - Przytaknęłam uśmiechając się.
-To znaczy, że ty też...? - Spojrzał na mnie pytająco.
-Chyba się zakochałam. - Zaśmiałam się delikatnie, a on nachylił się i znów zbliżył swoje usta do moich i nieśmiało pocałował, odwzajemniłam pocałunek.
-Kocham cię. - Szepnął przerywając pocałunek, by ponownie móc zatracić się w kolejnym pocałunku. Tak zakochałam się, reszta dookoła nie miała znaczenia.....
----------------------------------------------------------
Połączyłam dwa rozdziały, bo przez weekend nic nie dodam, a że dziś dzień kobiet, to tak weselej. No i Mario już na dobre wkroczył w to opowiadanie ;)
Więc Wszystkiego Najlepszego kobietki :* Jutro mecz Revierderby miejmy nadzieję, że chłopcy sprawią nam miły prezent :).
czwartek, 7 marca 2013
Rozdział 9
-Halo?! - Krzyknęła szczęśliwa Monika.
-Córeczko ! - Usłyszała w słuchawce.
-Mama...? Czego chcesz? Teraz sobie o mnie przypomniałaś?
-Ja wiem, przepraszam nie wiedziałam co się z tobą dzieje. Chciałam zadzwonić ale ojciec mi nie pozwalał...
-Hah ja zwykle, nie potrafisz mu się postawić. - Przerwała matce.
-Przepraszam, błagam posłuchaj mnie..
-No mów, bo nie mam czasu.
-Gdy uciekłaś bardzo się martwiłam, ale to może i lepiej mam nadzieję że jesteś teraz szczęśliwa. Gdzie jesteś? Jesteś z Anią prawda? Ona zostawiła kartkę rodzicom, że razem uciekacie.
-Tak, jesteśmy daleko za granicą. Ale nie powiem ci gdzie, nie chce żebyście przyjeżdżali.
-Dobrze, tylko proszę cie wybacz mi, że przez te lata cie zaniedbywałam. - Nastolatka słyszała płacz matki w słuchawce, zmiękło jej serce.
-Mamo nie płacz, nie zaniedbywałaś mnie. To nie twoja wina, to ojciec, wiesz jak było...
-Tak, ale to jednak moja wina..
-Niby jak, co ty mówisz.
-Taka jest prawda. Córeczko nie proszę żebyś wróciła bo wiem, że to niemożliwe. Ale błagam odezwij się czasem do mnie. Tak bardzo chciałabym cię zobaczyć.
-Ja ciebie też. - Po policzkach zaczęły jej spływać łzy.- Mamo nie martw się, nie jesteśmy same, jest z nami ciotka Ani. Teraz pewnie łatwo dowiesz się gdzie jesteśmy ale błagam nie przyjeżdżaj, nie jestem gotowa. Może kiedyś się zobaczymy. Mamo....
-Tak?
-Kocham cię i przepraszam, że uciekłam ale nie potrafiłam inaczej.
-Ja ciebie też. - Powiedziała weselej do słuchawki. -Ale muszę kończyć, ojciec wrócił. Trzymaj się, pa .
-Pa.
Monice bardzo ulżyło gdy usłyszała matkę, potrzebowała tego. Pogodziła się z matką i teraz wie, że będzie już tylko lepiej.
-Co się stało ? To była twoja mama? - Pytała przyjaciółka
-Tak, wszystko w porządku, pogodziłam się z nią. Ann.. ty też chyba powinnaś pogadać z rodzicami, nie myślisz że tak byłoby lepiej?
-Możliwe. Chyba zadzwonię do mamy.
-Tylko uprzedź żeby za nic nie przyjeżdżali.
-Przekonam ich że jesteśmy szczęśliwe i będzie dobrze. - Ann posłała uśmiech przyjaciółce i oddaliła się do swojej sypialni, by zadzwonić do rodziców. Skończyła rozmowę po 10 minutach i wróciła do salonu i rozsiadła się obok czerwonowłosej.
-I jak ?- Zapytała Monika.
-W porządku, niestety wiedzą o ciotce i o Niemczech, ale obiecali, że dadzą nam spokój. Nie dowiedzą się gdzie dokładnie mieszkamy, ciocia już mi to obiecała.
-No to okey. Co powiesz na jakiś film ?
-Jasne, o 23 miał lecieć jakiś fajny horror.
-Ann ty nienawidzisz horrorów. Co z tobą. - Śmiała się Monika
-Oj daj spokój najwyżej mnie przytulisz.
-Haha wiesz, że ja też sikam na horrorach.
-Damy radę.
I tak dziewczyny obejrzały film, co chwilę odwracając głowy. Oczywiście w nocy musiały spać razem bo bały się jak cholera. Rano wstały, zjadły śniadanie i ubrały się. Ann sprzątała po śniadaniu a Monika poszła pobiegać. Brunetka korzystając z okazji, że nie ma czerwonowłosej zadzwoniła to Matsa.
-Hej piękna. - Odebrał uradowany.
-No hej i jak załatwiłeś wszystko ?
-Tak, tak impreza dziś u was o 18. - Hummels zajął się organizacją tak by Monika nie dowiedziała się o Mario.
-Okey to świetnie. Dziękuję.
-Nie ma za co, to co za 15 minut będę u was i jedziemy na zakupy ?
-Jasne, Monika właśnie wyszła więc pasuje.
-Okey to zaraz będę. - Powiedział Mats, po czym rozłączył się.
Ann postanowiła napisać sms do Moniki, że o 18 będzie impreza i , że jedzie właśnie z Hummelsem na zakupy.
*Ale jak to ? Kiedy ty to zorganizowałaś?!* Odpisała zdezorientowana Monika.
*Oj nie ważne ;d, mam nadzieję, że masz się w co ubrać*
*Tak coś się znajdzie, ale teraz wracam do biegania.Miłych zakupów ;p*
Niedługo później do drzwi zadzwonił Mats. Ann otworzyła
-No ładnie tu macie !
-No ale mieszkanie zwiedzisz później, teraz chodźmy. - Wyciągnęła go z mieszkania, zamknęła drzwi i udali się na dół do auta, aby jechać na zakupy. Obładowani torbami wrócili do mieszkania dziewczyn po około 3 godzinach. Przed telewizorem zastali objadającą się popcornem Monikę.
-No w końcu, co tak długo! -Krzyknęła.
-No siema. - Podbiegł do niej Mats i zabrał garść popcornu.
-Ejj to moje!
-Jak dzieci... może pomożecie mi z tymi zakupami ?! - Skarciła ich Ann.
-Ależ oczywiście. - Podbiegł do niej Hummels i zabrał zakupy do kuchni. Wracając do salonu powiedział
-No to ja będę się już zbierał.
-Ooo nie zostaniesz? - Pytała Monika.
-Nie muszę się przecież szykować na imprezę. - Cieszył się.
-No tak. Ej a tak w ogóle to będziemy tylko we trójkę? - Zrobiła głupią minę czerwonowłosa.
-No coś ty. O nic się nie martw ja o wszystko zadbałem. - Śmiał się, spoglądając porozumiewawczo na Ann. -A wpadnę trochę wcześniej żeby wam pomóc. Dobra, lecę , trzymajcie się!
-Okey. Pa. - Odparła Monika.
-Odprowadzę cię. - Rzekła Ann i poszła za brunetem. - Dzięki za wszystko. - Uśmiechnęła się.
-Nie ma za co, dla ciebie też mam niespodziankę.
-Ale jaką?
-Zobaczysz na imprezie a teraz siemka!
-Pa. - Powiedziała zastanawiając się o co mu chodzi.
Dochodziła już 15 więc dziewczyny postanowiły przygotować sobie stroje na imprezę. Urządziły sobie mini pokaz mody, miały tyle ubrań a jak zwykle nie wiedziały co wybrać. W rezultacie Monika wybrała to a Ann to . Gdy skończyły było już po 16.
-O matko już po 16, za dużo czasu nam to zajęło. Musimy iść szykować wszystko na imprezę! - Panikowała Ann.
-Haha spokojnie, Mats mówił, że nam pomoże.
Dziewczyny zostawiły stroje stroje i ruszyły do salonu przygotować wszystko. Parę minut przed 17 przyszedł do nich Hummels i wspólnie zabrali się do roboty. Naszykowali przekąski i alkohol a Mats przyniósł pełno płyt i zadeklarował się, że będzie ich osobistym DJ''em.Gdy wszystko było gotowe dziewczyny pobiegły się przebrać i niedługo zaczęli schodzić się goście, oczywiście większość to piłkarze BVB no bo kogo innego mógł zaprosić Hummels. Impreza zaczęła się rozkręcać, Monika jak zwykle szalała i poznawała bliżej piłkarzy i ich partnerki, a w kuchni Mats z Ann zastanawiali się co się dzieje z Goetze, już dawno powinien tu być, on przecież nie opuszcza żadnych imprez.
--------------------------------------------------------------
Jest kolejny rozdział. Komentujcie ;)
-Córeczko ! - Usłyszała w słuchawce.
-Mama...? Czego chcesz? Teraz sobie o mnie przypomniałaś?
-Ja wiem, przepraszam nie wiedziałam co się z tobą dzieje. Chciałam zadzwonić ale ojciec mi nie pozwalał...
-Hah ja zwykle, nie potrafisz mu się postawić. - Przerwała matce.
-Przepraszam, błagam posłuchaj mnie..
-No mów, bo nie mam czasu.
-Gdy uciekłaś bardzo się martwiłam, ale to może i lepiej mam nadzieję że jesteś teraz szczęśliwa. Gdzie jesteś? Jesteś z Anią prawda? Ona zostawiła kartkę rodzicom, że razem uciekacie.
-Tak, jesteśmy daleko za granicą. Ale nie powiem ci gdzie, nie chce żebyście przyjeżdżali.
-Dobrze, tylko proszę cie wybacz mi, że przez te lata cie zaniedbywałam. - Nastolatka słyszała płacz matki w słuchawce, zmiękło jej serce.
-Mamo nie płacz, nie zaniedbywałaś mnie. To nie twoja wina, to ojciec, wiesz jak było...
-Tak, ale to jednak moja wina..
-Niby jak, co ty mówisz.
-Taka jest prawda. Córeczko nie proszę żebyś wróciła bo wiem, że to niemożliwe. Ale błagam odezwij się czasem do mnie. Tak bardzo chciałabym cię zobaczyć.
-Ja ciebie też. - Po policzkach zaczęły jej spływać łzy.- Mamo nie martw się, nie jesteśmy same, jest z nami ciotka Ani. Teraz pewnie łatwo dowiesz się gdzie jesteśmy ale błagam nie przyjeżdżaj, nie jestem gotowa. Może kiedyś się zobaczymy. Mamo....
-Tak?
-Kocham cię i przepraszam, że uciekłam ale nie potrafiłam inaczej.
-Ja ciebie też. - Powiedziała weselej do słuchawki. -Ale muszę kończyć, ojciec wrócił. Trzymaj się, pa .
-Pa.
Monice bardzo ulżyło gdy usłyszała matkę, potrzebowała tego. Pogodziła się z matką i teraz wie, że będzie już tylko lepiej.
-Co się stało ? To była twoja mama? - Pytała przyjaciółka
-Tak, wszystko w porządku, pogodziłam się z nią. Ann.. ty też chyba powinnaś pogadać z rodzicami, nie myślisz że tak byłoby lepiej?
-Możliwe. Chyba zadzwonię do mamy.
-Tylko uprzedź żeby za nic nie przyjeżdżali.
-Przekonam ich że jesteśmy szczęśliwe i będzie dobrze. - Ann posłała uśmiech przyjaciółce i oddaliła się do swojej sypialni, by zadzwonić do rodziców. Skończyła rozmowę po 10 minutach i wróciła do salonu i rozsiadła się obok czerwonowłosej.
-I jak ?- Zapytała Monika.
-W porządku, niestety wiedzą o ciotce i o Niemczech, ale obiecali, że dadzą nam spokój. Nie dowiedzą się gdzie dokładnie mieszkamy, ciocia już mi to obiecała.
-No to okey. Co powiesz na jakiś film ?
-Jasne, o 23 miał lecieć jakiś fajny horror.
-Ann ty nienawidzisz horrorów. Co z tobą. - Śmiała się Monika
-Oj daj spokój najwyżej mnie przytulisz.
-Haha wiesz, że ja też sikam na horrorach.
-Damy radę.
I tak dziewczyny obejrzały film, co chwilę odwracając głowy. Oczywiście w nocy musiały spać razem bo bały się jak cholera. Rano wstały, zjadły śniadanie i ubrały się. Ann sprzątała po śniadaniu a Monika poszła pobiegać. Brunetka korzystając z okazji, że nie ma czerwonowłosej zadzwoniła to Matsa.
-Hej piękna. - Odebrał uradowany.
-No hej i jak załatwiłeś wszystko ?
-Tak, tak impreza dziś u was o 18. - Hummels zajął się organizacją tak by Monika nie dowiedziała się o Mario.
-Okey to świetnie. Dziękuję.
-Nie ma za co, to co za 15 minut będę u was i jedziemy na zakupy ?
-Jasne, Monika właśnie wyszła więc pasuje.
-Okey to zaraz będę. - Powiedział Mats, po czym rozłączył się.
Ann postanowiła napisać sms do Moniki, że o 18 będzie impreza i , że jedzie właśnie z Hummelsem na zakupy.
*Ale jak to ? Kiedy ty to zorganizowałaś?!* Odpisała zdezorientowana Monika.
*Oj nie ważne ;d, mam nadzieję, że masz się w co ubrać*
*Tak coś się znajdzie, ale teraz wracam do biegania.Miłych zakupów ;p*
Niedługo później do drzwi zadzwonił Mats. Ann otworzyła
-No ładnie tu macie !
-No ale mieszkanie zwiedzisz później, teraz chodźmy. - Wyciągnęła go z mieszkania, zamknęła drzwi i udali się na dół do auta, aby jechać na zakupy. Obładowani torbami wrócili do mieszkania dziewczyn po około 3 godzinach. Przed telewizorem zastali objadającą się popcornem Monikę.
-No w końcu, co tak długo! -Krzyknęła.
-No siema. - Podbiegł do niej Mats i zabrał garść popcornu.
-Ejj to moje!
-Jak dzieci... może pomożecie mi z tymi zakupami ?! - Skarciła ich Ann.
-Ależ oczywiście. - Podbiegł do niej Hummels i zabrał zakupy do kuchni. Wracając do salonu powiedział
-No to ja będę się już zbierał.
-Ooo nie zostaniesz? - Pytała Monika.
-Nie muszę się przecież szykować na imprezę. - Cieszył się.
-No tak. Ej a tak w ogóle to będziemy tylko we trójkę? - Zrobiła głupią minę czerwonowłosa.
-No coś ty. O nic się nie martw ja o wszystko zadbałem. - Śmiał się, spoglądając porozumiewawczo na Ann. -A wpadnę trochę wcześniej żeby wam pomóc. Dobra, lecę , trzymajcie się!
-Okey. Pa. - Odparła Monika.
-Odprowadzę cię. - Rzekła Ann i poszła za brunetem. - Dzięki za wszystko. - Uśmiechnęła się.
-Nie ma za co, dla ciebie też mam niespodziankę.
-Ale jaką?
-Zobaczysz na imprezie a teraz siemka!
-Pa. - Powiedziała zastanawiając się o co mu chodzi.
Dochodziła już 15 więc dziewczyny postanowiły przygotować sobie stroje na imprezę. Urządziły sobie mini pokaz mody, miały tyle ubrań a jak zwykle nie wiedziały co wybrać. W rezultacie Monika wybrała to a Ann to . Gdy skończyły było już po 16.
-O matko już po 16, za dużo czasu nam to zajęło. Musimy iść szykować wszystko na imprezę! - Panikowała Ann.
-Haha spokojnie, Mats mówił, że nam pomoże.
Dziewczyny zostawiły stroje stroje i ruszyły do salonu przygotować wszystko. Parę minut przed 17 przyszedł do nich Hummels i wspólnie zabrali się do roboty. Naszykowali przekąski i alkohol a Mats przyniósł pełno płyt i zadeklarował się, że będzie ich osobistym DJ''em.Gdy wszystko było gotowe dziewczyny pobiegły się przebrać i niedługo zaczęli schodzić się goście, oczywiście większość to piłkarze BVB no bo kogo innego mógł zaprosić Hummels. Impreza zaczęła się rozkręcać, Monika jak zwykle szalała i poznawała bliżej piłkarzy i ich partnerki, a w kuchni Mats z Ann zastanawiali się co się dzieje z Goetze, już dawno powinien tu być, on przecież nie opuszcza żadnych imprez.
--------------------------------------------------------------
Jest kolejny rozdział. Komentujcie ;)
środa, 6 marca 2013
Rozdział 8
Następnego dnia rano obie dziewczyny wstały wypoczęte. Ogarnęły się, ubrały i szybko zjadły śniadanie, bo o 11 miała przyjechać po nie ciotka Ann. Miały dziś jechać obejrzeć nowe mieszkanie. Dziewczyny bardzo cieszyły się, że w końcu będą miały własne gniazdko, a nie pokój w hotelu, nie mogły narzekać, ale co może być lepszego niż własne mieszkanie. Tak jak się umówiły o 11 pod hotelem czekała na nie ciotka Aga. Dziewczyny uradowane wsiadły do samochodu i pojechały w stronę nowego miejsca zamieszkania. Nie mogły się doczekać i całą drogę marudziły czy jeszcze daleko. W rzeczywistości jechały niedużej niż 15 minut, lecz dziewczyny i tak były bardzo zniecierpliwione. Gdy dotarły na miejsce stanęły przed ogromnym nowoczesnym blokiem. Stały i wpatrywały się przez chwilę, aż blondynka nie pociągnęła ich za sobą. Zaprowadziła je na drugie piętro i otworzyła mieszkanie z nr. 11. Gdy nastolatki weszły do środka nie mogły nacieszyć oczu, wszystko było takie nowoczesne i piękne.
-Mam nadzieję, że wam się podoba. - Mówiła ciocia Ani.
-Tak jasne, dziękujemy jest super. - Krzyczała Ania i wpadła ciotce w ramiona, po chwili dołączyła do nich Monika i tak przytulały się we trzy, dopóki czerwonowłosa nie krzyknęła.
-To co kiedy możemy się wprowadzać?! - Pytała uradowana.
-Nawet teraz. - Odpowiedziała ciotka brunetki.
-No to na co czekamy ! Ann wracamy do hotelu po rzeczy. - Krzyczała do przyjaciółki wpatrzonej w telefon.
-Tak yhym... wiesz Monika przepraszam muszę coś załatwić, Ty jedź po nasze rzeczy i później spotkamy się tutaj, okey? - Uścisnęła przyjaciółkę i wybiegła z mieszkania. Monika nie wiedziała co się stało, to ona zawsze była tą bardziej ogarniętą, a teraz nie wie co się z nią dzieje. Czerwonowłosa postanowiła więc jechać z ciotką przyjaciółki do hotelu po rzeczy, by móc dzisiejszą noc spędzić już w nowym mieszkaniu.
Ania:
Wiem, że zachowałam się nie wporządku w stosunku do Moniki zostawiając ją samą z przeprowadzką, ale miałam plan co do jej przyszłości. Chcę aby moja przyjaciółka była szczęśliwa i zamierzam jej pomóc. Pod blokiem czekał na mnie czarne sportowe auto, wsiadłam do środka i przywitałam się z Matsem buziakiem w policzek.
-No to teraz tu mieszkacie, pewnie w środku wygląda jeszcze lepiej niż z zewnątrz. - Cieszył się brunet.
-Ta haha teraz mamy świetne mieszkanie. Ale nie o tym. Chcę pogadać, możemy pojechać do jakiejś kawiarni czy coś?
-Jasne. - Pojechaliśmy do pobliskiej kawiarni by móc w spokoju pogadać.
-Więc o co chodzi? Stało się coś? - Pytał chłopak.
-Nie, słuchaj przyjaźnisz się z tym jak mu tam.. hmm Mario Goetze czy jakoś tak?
-No tak. - Uśmiechnął się.
-No to mówił ci coś może ostatnio o jakiejś dziewczynie z którą ma problemy ?
-No tak. Zaraz zaraz, nazywał ja czerwonowłosa piękność! Chodzi o twoją przyjaciółkę Monikę ?! - Ucieszył się, że może będzie mógł pomóc przyjacielowi.
-No właśnie tak o nią chodzi. Ona go obwinia o wszystko, jak to ona ale świetnie zdaje sobie z prawe z tego że sama jest sobie winna.
-Mówił, że nie może się z nią za nic dogadać. A jemu chyba serio zależy. Nigdy się tak nie zachowywał.
-Był nawet u nas w hotelu, ale się nie spotkali bo Monika już spała.
-No to poważnie mu odwaliło, nie da jej spokoju . - Śmiał się Hummels.
-I dobrze! Trzeba ich zeswatać. - Krzyknęła.
-Myślisz?
-No a co mają do stracenia. Chyba, że on kogoś ma, bo jak skrzywdzi moją przyjaciółkę to nie wybaczę sobie, że to ja ich chciałam swatać.
-Nie nikogo nie ma i widać, że nasza Monika mu się podoba.
-No to świetnie. No to może zaczniemy od parapetówki ? Właśnie wprowadzamy się z Moniką do nowego mieszkania, więc to świetna okazja do imprezy.
-Świetny pomysł, zabiorę ze sobą Mario.
-Tak ale nie mów mu nic o Monice. Po prostu zabierasz go na imprezę by się rozerwać. - Przypomniała mu.
Więc mieliśmy już plan, Mats odwiózł mnie do nowego mieszkania, a sam pojechał do siebie. Gdy weszłam do środka Monika właśnie się rozpakowywała.
-No co tak długo ! - Krzyknęła na powitanie Monika.
-Oj przepraszam musiałam spotkać się z Matsem.
-Yhym.
-Co powiesz na imprezę ? Trzeba uczcić to, że w końcu mamy własne mieszkanie. - Zaproponowała Ann zgodnie z planem.
-Jasne dobry pomysł. Ale najpierw łap swoją walizkę i się rozpakuj, później pogadamy o imprezie.
Dziewczyny zajęły się rozpakowywaniem, a następnie coś zjadły. Usiadły później na kanapie przed telewizorem oglądając jakieś mało ciekawe programy. Następnie zaplanowały parapetówkę. Monika była tak podekscytowana mieszkaniem, że nawet nie pomyślała kogo zaproszą, przecież prawie nikogo tu nie znają. Postanowiła jednak zostawić tą sprawę przyjaciółce ona zawsze coś wymyśli. Dziewczyny siedziały tak przed telewizorem gdy nagle zadzwonił telefon Moniki, odebrała szybko nawet nie patrząc kto dzwoni.
--------------------------------------
Krótszy, ale teraz zacznie się dziać :) Komentujcie .
Oglądaliście wczorajszy mecz? BVB awansowało do ćwierćfinału !!!Bałam się trochę o obronę z Santaną ale nawet on pokazał się z dobrej strony. Tak strasznie się cieszę, że aż dostałam weny do pisania ;d Jestem prze szczęśliwa.
A tu chłopcy się cieszą po świetnym meczu :p
-Mam nadzieję, że wam się podoba. - Mówiła ciocia Ani.
-Tak jasne, dziękujemy jest super. - Krzyczała Ania i wpadła ciotce w ramiona, po chwili dołączyła do nich Monika i tak przytulały się we trzy, dopóki czerwonowłosa nie krzyknęła.
-To co kiedy możemy się wprowadzać?! - Pytała uradowana.
-Nawet teraz. - Odpowiedziała ciotka brunetki.
-No to na co czekamy ! Ann wracamy do hotelu po rzeczy. - Krzyczała do przyjaciółki wpatrzonej w telefon.
-Tak yhym... wiesz Monika przepraszam muszę coś załatwić, Ty jedź po nasze rzeczy i później spotkamy się tutaj, okey? - Uścisnęła przyjaciółkę i wybiegła z mieszkania. Monika nie wiedziała co się stało, to ona zawsze była tą bardziej ogarniętą, a teraz nie wie co się z nią dzieje. Czerwonowłosa postanowiła więc jechać z ciotką przyjaciółki do hotelu po rzeczy, by móc dzisiejszą noc spędzić już w nowym mieszkaniu.
Ania:
Wiem, że zachowałam się nie wporządku w stosunku do Moniki zostawiając ją samą z przeprowadzką, ale miałam plan co do jej przyszłości. Chcę aby moja przyjaciółka była szczęśliwa i zamierzam jej pomóc. Pod blokiem czekał na mnie czarne sportowe auto, wsiadłam do środka i przywitałam się z Matsem buziakiem w policzek.
-No to teraz tu mieszkacie, pewnie w środku wygląda jeszcze lepiej niż z zewnątrz. - Cieszył się brunet.
-Ta haha teraz mamy świetne mieszkanie. Ale nie o tym. Chcę pogadać, możemy pojechać do jakiejś kawiarni czy coś?
-Jasne. - Pojechaliśmy do pobliskiej kawiarni by móc w spokoju pogadać.
-Więc o co chodzi? Stało się coś? - Pytał chłopak.
-Nie, słuchaj przyjaźnisz się z tym jak mu tam.. hmm Mario Goetze czy jakoś tak?
-No tak. - Uśmiechnął się.
-No to mówił ci coś może ostatnio o jakiejś dziewczynie z którą ma problemy ?
-No tak. Zaraz zaraz, nazywał ja czerwonowłosa piękność! Chodzi o twoją przyjaciółkę Monikę ?! - Ucieszył się, że może będzie mógł pomóc przyjacielowi.
-No właśnie tak o nią chodzi. Ona go obwinia o wszystko, jak to ona ale świetnie zdaje sobie z prawe z tego że sama jest sobie winna.
-Mówił, że nie może się z nią za nic dogadać. A jemu chyba serio zależy. Nigdy się tak nie zachowywał.
-Był nawet u nas w hotelu, ale się nie spotkali bo Monika już spała.
-No to poważnie mu odwaliło, nie da jej spokoju . - Śmiał się Hummels.
-I dobrze! Trzeba ich zeswatać. - Krzyknęła.
-Myślisz?
-No a co mają do stracenia. Chyba, że on kogoś ma, bo jak skrzywdzi moją przyjaciółkę to nie wybaczę sobie, że to ja ich chciałam swatać.
-Nie nikogo nie ma i widać, że nasza Monika mu się podoba.
-No to świetnie. No to może zaczniemy od parapetówki ? Właśnie wprowadzamy się z Moniką do nowego mieszkania, więc to świetna okazja do imprezy.
-Świetny pomysł, zabiorę ze sobą Mario.
-Tak ale nie mów mu nic o Monice. Po prostu zabierasz go na imprezę by się rozerwać. - Przypomniała mu.
Więc mieliśmy już plan, Mats odwiózł mnie do nowego mieszkania, a sam pojechał do siebie. Gdy weszłam do środka Monika właśnie się rozpakowywała.
-No co tak długo ! - Krzyknęła na powitanie Monika.
-Oj przepraszam musiałam spotkać się z Matsem.
-Yhym.
-Co powiesz na imprezę ? Trzeba uczcić to, że w końcu mamy własne mieszkanie. - Zaproponowała Ann zgodnie z planem.
-Jasne dobry pomysł. Ale najpierw łap swoją walizkę i się rozpakuj, później pogadamy o imprezie.
Dziewczyny zajęły się rozpakowywaniem, a następnie coś zjadły. Usiadły później na kanapie przed telewizorem oglądając jakieś mało ciekawe programy. Następnie zaplanowały parapetówkę. Monika była tak podekscytowana mieszkaniem, że nawet nie pomyślała kogo zaproszą, przecież prawie nikogo tu nie znają. Postanowiła jednak zostawić tą sprawę przyjaciółce ona zawsze coś wymyśli. Dziewczyny siedziały tak przed telewizorem gdy nagle zadzwonił telefon Moniki, odebrała szybko nawet nie patrząc kto dzwoni.
--------------------------------------
Krótszy, ale teraz zacznie się dziać :) Komentujcie .
Oglądaliście wczorajszy mecz? BVB awansowało do ćwierćfinału !!!Bałam się trochę o obronę z Santaną ale nawet on pokazał się z dobrej strony. Tak strasznie się cieszę, że aż dostałam weny do pisania ;d Jestem prze szczęśliwa.
A tu chłopcy się cieszą po świetnym meczu :p
poniedziałek, 4 marca 2013
Rozdział 7
Śnił mi się ON , Mario chodziliśmy po mieście za rękę i wyglądaliśmy na szczęśliwych. To było takie realne. Niedawno chciałabym aby ten sen się spełnił, ale nie teraz gdy Goetze poznał mnie z tej najgorszej strony. Obudziłam się w momencie gdy mnie pocałował. Czemu on śni mi się akurat teraz, a za nic nie chciał mi się przyśnić gdy byłam jeszcze w Polsce i co noc modliłam się by przyśnił mi się chociaż na chwilę. No cóż sen jednak mi się podobał i z uśmiechem wyszłam z łóżka. Ann nigdzie nie było, gdy szłam do łazienki zauważyłam na stoliku kartkę.
Haha wyglądasz tak słodko gdy śpisz, nie chciałam cię budzić. Nie martw się o mnie o 9 wyszłam z Matsem na spacer, później idziemy na zakupy. Jakbyś czegoś potrzebowała to daj znać.
Ann.
Mimowolnie się uśmiechnęłam i spojrzałam na zegarek. O cholera już 11, pobiegłam szybko do łazienki ubrałam się w wygodne rzeczy i postanowiłam pójść pobiegać. Głodna nie jestem, więc zjem później. Złapałam jeszcze butelkę wody i słuchawki i wyszłam z pokoju. Wychodząc przed hotel pomyślałam *No cóż dawno nie biegałam, ale chyba nie umrę po pierwszych dziesięciu metrach* śmiałam się sama z siebie. Pobiegłam w stronę parku, tam będę miała spokój. Biegałam tak około 20 minut. Było bardzo gorąco więc usiadłam na ławce i postanowiłam napić się wody i trochę odpocząć. Zadzwonił mi telefon :
-No hej skarbie, mam nadzieję, że cie nie obudziłam. - Dzwoniła Ann.
-Nie, jestem w parku postanowiłam pobiegać. - Śmiałam się.
-Wow poważnie ? A co to, postanowiłaś prowadzić zdrowy tryb życia ?
-Haha ta chyba pora się trochę ogarnąć .
-No to nie przeszkadzam, chciałam tylko powiedzieć, że będę u Matsa i żebyś się nie martwiła jak coś.
-Okey spoko. Ann czy pomiędzy wami jednak czegoś nie ma ?
-Jest. Przyjaźń. - Powiedziała wesoło i się rozłączyła.
No tak jak zwykle, przyjaźń haha zobaczymy później. Napiłam się wody, poprawiłam buty i postanowiłam biec dalej. Po przebiegnięciu 50 metrów, na swojej drodze spotkałam Mario. No nie wierzyłam. Że on też musi tu biegać. Mogłam pomyśleć zanim wyszłam z hotelu, nie nie skąd ja niby mogłam wiedzieć. Chciałam zawrócić ale było za późno, zauważył mnie i zawołał:
-Hej, poczekaj.
Odwróciłam się z powrotem w jego stronę i spojrzałam na niego. Boże jaki on przystojny, ale nie nie wolno mi tak myśleć. Spytałam sucho :
-Czego ?
-Wiesz przemyślałem to wszystko. Jestem dupkiem i to wszystko moja wina.
-No wow gratuluję. - Rzekłam z szyderczym śmiechem.
-Coś jeszcze? Bo nie mam czasu. - Kontynuowałam.
-Tak. Przepraszam. To nie powinno było się wydarzyć. Ale żałuję tylko tego, że cię skrzywdziłem, a to że cie poznałem to chyba największe szczęście. Bo uświadomiłaś mi, że tak nie wolno postępować. - Gdy to mówił widziałam żal w jego oczach, ale nie mogłam być miękka.
-Aha.
-Proszę cię wybacz mi moje zachowanie.
-Spoko, ale wiedz, że ja żałuję i tego, że cie poznałam też. Bo dowiedziałam się jaki jesteś naprawdę.- *Też nie jestem lepsza*, pomyślałam, ale niech się chłopak pomęczy trochę.
-Przykro mi.
-Mi też. Ale to już nieważne. Bo widzimy się właśnie ostatni raz. - Urwałam i zaczęłam się oddalać.
-Ale .... - Nie dokończył. Stał sam na środku chodnika a ja miałam ochotę się popłakać. Ale nie wolno mi, miałam być twarda. Wróciłam do hotelu, wzięłam prysznic i przebrałam się . Tak ubrałam się w barwy Shalke, haha gdybym wyszła tak na miasto mogłabym tego nie przeżyć. Dochodziła właśnie 13, postanowiłam zejść na dół by coś zjeść. Następnie wróciłam do pokoju i postanowiłam posprzątać walające się po pokoju ubrania. Trochę tego było, gdy skończyłam włączyłam TV i zaczęłam oglądać jakieś nudne programy.Nawet nie zauważyłam gdy wybiła 16, usłyszałam, że drzwi się otwierają, to moja przyjaciółka.
-I jak było ? - Spytałam.
-A fajnie, Mats to świetny kumpel. - Uśmiechała się. - A jak tam u ciebie ?
No tak jasne, chyba najwyższa pora by opowiedzieć jej co wydarzyło się pierwszego dnia pobytu w Dortmundzie.
-No cóż spotkałam dziś Mario w parku gdy biegałam.
-Wow no i jak było ? - Zapiszczała Ann.
-No widzisz, bo ja nie widzę go po raz pierwszy.
-No tak chyba był na tamtej dyskotece, ale ty nic z niej nie pamiętałaś.
-No ale teraz już wiem wszystko.... Wiesz Ann gdy wróciłam następnego dnia rano to ja wróciłam od niego... - Mówiłam smutno.
-Aa ale jak to ? - Nie dowierzała moja przyjaciółka
-No bo widzisz... - Opowiedziałam jej wszystko po kolei.
-No to niezły z niego dupek. - Złościła się.
-Oj to też moja wina, nie powinnam była wtedy tyle pić.
-Nie wiem co powiedzieć. - Rzekła smutno i mnie przytuliła.
-No cóż miało być fajnie, ale nie poznam mojego idola w taki sposób jaki chciałam. -Wymusiłam uśmiech.
-Oj nie martw się już, będzie dobrze. A i mam dobrą wiadomość, ale nie wiem czy cię to teraz interesuje.
-Jasne, że tak. Przydadzą mi się dobre wiadomości.
-No to słuchaj, jak byłam na mieście z Hummelsem spotkaliśmy w kawiarni moją ciotkę. - Entuzjazmowała się . - No i powiedziała mi, że właśnie miała do nas dzwonić bo chyba znalazła nam mieszkanie! - Cieszyła się.
-O to świetnie . - I mi poprawił się humor.
-Powiedziała, że jeżeli chcemy to już jutro możemy iść obejrzeć mieszkanie.
-Okey to pójdziemy. - Uściskałam przyjaciółkę. Wstałam z kanapy i powędrowałam w stronę łazienki. Po mnie weszła Ann.
-To co idziemy coś zjeść ?- Pytała się moja przyjaciółka.
-Jak chcesz to idź, ja nie jestem głodna.
-Na pewno ?
-Tak jestem zmęczona, chyba się położę.
-No to okey. - Ucałowała mnie w policzek i zeszła do restauracji. A ja weszłam pod kołdrę i zaraz usnęłam.
Gdy Ania wracała z kolacji, pod drzwiami ich pokoju zauważyła jakiegoś mężczyznę. Przestraszyła się ale gdy odwrócił się w jej stronę rozpoznała go. Nie dowierzała, ale musiała jakoś dostać się do pokoju. Podeszła do drzwi, wtedy on się odezwał.
-Czy tu mieszka Monika Olszewska? - Zapytał. - Ty jesteś jej przyjaciółką prawda ?
-Ta, ale ona nie chce cie widzieć, poza tym ona już śpi. W ogóle skąd wiesz gdzie mieszkamy ?
-No cóż szedłem rano za nią , a w recepcji podali mi numer pokoju. - Uśmiechnął się tak słodko, że Ann zrozumiała dlaczego wszystkie nastolatki za nim biegają. Stała i wpatrywała się w jego uśmiech, do rzeczywistości przywrócił ją jego głos.
-Wszystko w porządku ?
-Tak tak. Ymm no to chyba możesz już iść, Monika śpi, więc...
-Powiedz jej, że przepraszam. I chciałbym ją jeszcze kiedyś zobaczyć. - Ann widziała w jego oczach skruchę, nie wierzyła co ten chłopak właśnie do niej mówił. Nie chciał mieć złej opinii czy poważnie zależało mu na jej przyjaciółce.
-To ja już pójdę. - Rzekł. - I wiedz, że wcale nie jestem takim złym człowiekiem. Zaczął się oddalać, a Ann stała jeszcze chwilę pod drzwiami, aż w końcu weszła do pokoju. Jej przyjaciółka nadal spała, dziewczyna wpatrywała się w nią i mimowolnie się uśmiechnęła.Wiedziała, że musi coś zrobić bo ta dwójka tylko będzie się wzajemnie krzywdzić. Mario od zawsze był idolem jej przyjaciółki, a on jednak wydaje się być miły. Może Monika i Mario pasowaliby do siebie?
-Oj chyba ta historia z Mario tak szybko się nie skończy. - Rzekła cicho, uśmiechając się. Pocałowała przyjaciółkę w czoło, poprawiła jej kołdrę i poszła do łazienki. Gdy wróciła również położyła się do łóżka. Zanim usnęła napisała sms do Matsa.
"Będziesz musiał mi w czymś pomóc ;) "
"Dla ciebie wszystko, a o co takiego chodzi ;* "
"Mam pewien plan, opowiem ci gdy się spotkamy. A teraz dobranoc :*"
"Okey, śpij dobrze ;) "
Odłożyła telefon na stolik i ułożyła się wygodnie by móc zasnąć.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak jak obiecałam, dodaję dziś kolejny rozdział :)
Jak czytacie to skomentujcie :)
Haha wyglądasz tak słodko gdy śpisz, nie chciałam cię budzić. Nie martw się o mnie o 9 wyszłam z Matsem na spacer, później idziemy na zakupy. Jakbyś czegoś potrzebowała to daj znać.
Ann.
Mimowolnie się uśmiechnęłam i spojrzałam na zegarek. O cholera już 11, pobiegłam szybko do łazienki ubrałam się w wygodne rzeczy i postanowiłam pójść pobiegać. Głodna nie jestem, więc zjem później. Złapałam jeszcze butelkę wody i słuchawki i wyszłam z pokoju. Wychodząc przed hotel pomyślałam *No cóż dawno nie biegałam, ale chyba nie umrę po pierwszych dziesięciu metrach* śmiałam się sama z siebie. Pobiegłam w stronę parku, tam będę miała spokój. Biegałam tak około 20 minut. Było bardzo gorąco więc usiadłam na ławce i postanowiłam napić się wody i trochę odpocząć. Zadzwonił mi telefon :
-No hej skarbie, mam nadzieję, że cie nie obudziłam. - Dzwoniła Ann.
-Nie, jestem w parku postanowiłam pobiegać. - Śmiałam się.
-Wow poważnie ? A co to, postanowiłaś prowadzić zdrowy tryb życia ?
-Haha ta chyba pora się trochę ogarnąć .
-No to nie przeszkadzam, chciałam tylko powiedzieć, że będę u Matsa i żebyś się nie martwiła jak coś.
-Okey spoko. Ann czy pomiędzy wami jednak czegoś nie ma ?
-Jest. Przyjaźń. - Powiedziała wesoło i się rozłączyła.
No tak jak zwykle, przyjaźń haha zobaczymy później. Napiłam się wody, poprawiłam buty i postanowiłam biec dalej. Po przebiegnięciu 50 metrów, na swojej drodze spotkałam Mario. No nie wierzyłam. Że on też musi tu biegać. Mogłam pomyśleć zanim wyszłam z hotelu, nie nie skąd ja niby mogłam wiedzieć. Chciałam zawrócić ale było za późno, zauważył mnie i zawołał:
-Hej, poczekaj.
Odwróciłam się z powrotem w jego stronę i spojrzałam na niego. Boże jaki on przystojny, ale nie nie wolno mi tak myśleć. Spytałam sucho :
-Czego ?
-Wiesz przemyślałem to wszystko. Jestem dupkiem i to wszystko moja wina.
-No wow gratuluję. - Rzekłam z szyderczym śmiechem.
-Coś jeszcze? Bo nie mam czasu. - Kontynuowałam.
-Tak. Przepraszam. To nie powinno było się wydarzyć. Ale żałuję tylko tego, że cię skrzywdziłem, a to że cie poznałem to chyba największe szczęście. Bo uświadomiłaś mi, że tak nie wolno postępować. - Gdy to mówił widziałam żal w jego oczach, ale nie mogłam być miękka.
-Aha.
-Proszę cię wybacz mi moje zachowanie.
-Spoko, ale wiedz, że ja żałuję i tego, że cie poznałam też. Bo dowiedziałam się jaki jesteś naprawdę.- *Też nie jestem lepsza*, pomyślałam, ale niech się chłopak pomęczy trochę.
-Przykro mi.
-Mi też. Ale to już nieważne. Bo widzimy się właśnie ostatni raz. - Urwałam i zaczęłam się oddalać.
-Ale .... - Nie dokończył. Stał sam na środku chodnika a ja miałam ochotę się popłakać. Ale nie wolno mi, miałam być twarda. Wróciłam do hotelu, wzięłam prysznic i przebrałam się . Tak ubrałam się w barwy Shalke, haha gdybym wyszła tak na miasto mogłabym tego nie przeżyć. Dochodziła właśnie 13, postanowiłam zejść na dół by coś zjeść. Następnie wróciłam do pokoju i postanowiłam posprzątać walające się po pokoju ubrania. Trochę tego było, gdy skończyłam włączyłam TV i zaczęłam oglądać jakieś nudne programy.Nawet nie zauważyłam gdy wybiła 16, usłyszałam, że drzwi się otwierają, to moja przyjaciółka.
-I jak było ? - Spytałam.
-A fajnie, Mats to świetny kumpel. - Uśmiechała się. - A jak tam u ciebie ?
No tak jasne, chyba najwyższa pora by opowiedzieć jej co wydarzyło się pierwszego dnia pobytu w Dortmundzie.
-No cóż spotkałam dziś Mario w parku gdy biegałam.
-Wow no i jak było ? - Zapiszczała Ann.
-No widzisz, bo ja nie widzę go po raz pierwszy.
-No tak chyba był na tamtej dyskotece, ale ty nic z niej nie pamiętałaś.
-No ale teraz już wiem wszystko.... Wiesz Ann gdy wróciłam następnego dnia rano to ja wróciłam od niego... - Mówiłam smutno.
-Aa ale jak to ? - Nie dowierzała moja przyjaciółka
-No bo widzisz... - Opowiedziałam jej wszystko po kolei.
-No to niezły z niego dupek. - Złościła się.
-Oj to też moja wina, nie powinnam była wtedy tyle pić.
-Nie wiem co powiedzieć. - Rzekła smutno i mnie przytuliła.
-No cóż miało być fajnie, ale nie poznam mojego idola w taki sposób jaki chciałam. -Wymusiłam uśmiech.
-Oj nie martw się już, będzie dobrze. A i mam dobrą wiadomość, ale nie wiem czy cię to teraz interesuje.
-Jasne, że tak. Przydadzą mi się dobre wiadomości.
-No to słuchaj, jak byłam na mieście z Hummelsem spotkaliśmy w kawiarni moją ciotkę. - Entuzjazmowała się . - No i powiedziała mi, że właśnie miała do nas dzwonić bo chyba znalazła nam mieszkanie! - Cieszyła się.
-O to świetnie . - I mi poprawił się humor.
-Powiedziała, że jeżeli chcemy to już jutro możemy iść obejrzeć mieszkanie.
-Okey to pójdziemy. - Uściskałam przyjaciółkę. Wstałam z kanapy i powędrowałam w stronę łazienki. Po mnie weszła Ann.
-To co idziemy coś zjeść ?- Pytała się moja przyjaciółka.
-Jak chcesz to idź, ja nie jestem głodna.
-Na pewno ?
-Tak jestem zmęczona, chyba się położę.
-No to okey. - Ucałowała mnie w policzek i zeszła do restauracji. A ja weszłam pod kołdrę i zaraz usnęłam.
Gdy Ania wracała z kolacji, pod drzwiami ich pokoju zauważyła jakiegoś mężczyznę. Przestraszyła się ale gdy odwrócił się w jej stronę rozpoznała go. Nie dowierzała, ale musiała jakoś dostać się do pokoju. Podeszła do drzwi, wtedy on się odezwał.
-Czy tu mieszka Monika Olszewska? - Zapytał. - Ty jesteś jej przyjaciółką prawda ?
-Ta, ale ona nie chce cie widzieć, poza tym ona już śpi. W ogóle skąd wiesz gdzie mieszkamy ?
-No cóż szedłem rano za nią , a w recepcji podali mi numer pokoju. - Uśmiechnął się tak słodko, że Ann zrozumiała dlaczego wszystkie nastolatki za nim biegają. Stała i wpatrywała się w jego uśmiech, do rzeczywistości przywrócił ją jego głos.
-Wszystko w porządku ?
-Tak tak. Ymm no to chyba możesz już iść, Monika śpi, więc...
-Powiedz jej, że przepraszam. I chciałbym ją jeszcze kiedyś zobaczyć. - Ann widziała w jego oczach skruchę, nie wierzyła co ten chłopak właśnie do niej mówił. Nie chciał mieć złej opinii czy poważnie zależało mu na jej przyjaciółce.
-To ja już pójdę. - Rzekł. - I wiedz, że wcale nie jestem takim złym człowiekiem. Zaczął się oddalać, a Ann stała jeszcze chwilę pod drzwiami, aż w końcu weszła do pokoju. Jej przyjaciółka nadal spała, dziewczyna wpatrywała się w nią i mimowolnie się uśmiechnęła.Wiedziała, że musi coś zrobić bo ta dwójka tylko będzie się wzajemnie krzywdzić. Mario od zawsze był idolem jej przyjaciółki, a on jednak wydaje się być miły. Może Monika i Mario pasowaliby do siebie?
-Oj chyba ta historia z Mario tak szybko się nie skończy. - Rzekła cicho, uśmiechając się. Pocałowała przyjaciółkę w czoło, poprawiła jej kołdrę i poszła do łazienki. Gdy wróciła również położyła się do łóżka. Zanim usnęła napisała sms do Matsa.
"Będziesz musiał mi w czymś pomóc ;) "
"Dla ciebie wszystko, a o co takiego chodzi ;* "
"Mam pewien plan, opowiem ci gdy się spotkamy. A teraz dobranoc :*"
"Okey, śpij dobrze ;) "
Odłożyła telefon na stolik i ułożyła się wygodnie by móc zasnąć.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak jak obiecałam, dodaję dziś kolejny rozdział :)
Jak czytacie to skomentujcie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)