wtorek, 28 maja 2013

Rozdział 48

Poczuł łzy napływające mu do oczu, dziewczyna chciała coś powiedzieć jednak zakrył jej usta palcem i zaczął się do niej przybliżać, by po chwili móc zatopić się w jej ciepłych, delikatnych ustach.

-Mario. - Wyszeptała odrywając się od jego ust i spoglądając na niego. - Przepraszam. - Mówiła łamiącym się głosem.
-Ciii. - Uciszył. - To już nie ma znaczenia, liczy się tylko tu i teraz.
-Ma znaczenie. - Odparła smutno.
-Kocham cie, ty też mnie kochasz prawda? - Zapytał ujmując jej twarz w dłonie.
-Kocham, nigdy nie przestałam. Powinnam ci jednak wszystko opowiedzieć, nie chcę cie już okłamywać. - Chłopak kiwnął głową i zaczęła opowiadać.
Wyjechałam bo zapragnęłam znów zasmakować szalonego życia, to było głupotą bo przy tobie byłam prze szczęśliwa, ale coś mi odwaliło. Utrzymywałam kontakt z Łukaszem więc był wniebowzięty gdy tylko zadzwoniłam by przyjechał bo go potrzebowałam. Tak naprawdę nie byłam z nim, bo powiedział, że nie da mi tego czego oczekuję. Chciał być taki jak ty i być ze mną w normalnym związku. Ale nie potrafiłam go pokochać, dla mnie byłeś i jesteś tylko ty. Spróbowaliśmy, ale po kilku dniach stanęło na przyjaźni, bo w głowie miałam tylko ciebie. Później dowiedziałam się, że jestem w ciąży starał się mi pomóc, ale wróciłam do rodzinnego domu, gdzie nawet ojciec miło mnie przyjął,. Zdziwił mnie, bo cieszył się, że będzie miał wnuka, mama tak samo, a gdy urodziłam nie mogli odczepić się od Maxa. Gdy pierwszy raz ujrzałam syna to wiedziałam, że to ty jesteś ojcem, całą ciążę się wahałam ale miałam nadzieję, że to ty. Ulżyło mi, ale później nie wiedziałam jak ci powiedzieć, przez jakiś czas chyba nawet nie zamierzałam. Bałam się jak zareagujesz, że nie będziesz chciał znać ani mnie ani dziecka. Później rodzice mi pomagali, skończyłam szkołę i po raz pierwszy do Dortmundu pojechałam na ślub Ann. Teraz jestem tu, a ty wiesz o Maxie i niczego się już nie boję.
-Przeszłość już mnie nie obchodzi, nigdy nie przestałem cie kochać, starałem się wymazać ciebie z pamięci, ale to było na nic. Kocham cię nad życie, ty jesteś najważniejsza i teraz również Max. Przepraszam, że rano tak zareagowałem, ale to było dla mnie trochę za dużo. Jednak gdy sobie to przemyślałem to byłem prze szczęsliwy, że znów cie widzę, trochę odmienioną, ale ciebie. - Zaśmiał się delikatnie. - I nadal nie wierzę w swoje szczęście, że znów mogę poczuć twój dotyk, a za ścianą śpi nasz syn.
-To był największy błąd w moim życiu, ta ucieczka. Jednak jeśli nie będziesz chciał mnie znać to... - Przerwał jej.
-Zwariowałaś? Wiesz o czym mówię od dłuższego czasu i dlaczego tu jestem ? Bo cie kocham, ciebie i naszego syna i chce żebyśmy stworzyli rodzinę.
-Rodzinę ?
-Tak. Dwa lata temu gdy byłaś w tej koszulce po raz pierwszy wyznałem ci miłość i zaproponowałem bycie razem. Teraz robię to samo..... Kocham cie i nie przeżyję kolejnego dnia bez ciebie. Zgodzisz się do mnie wrócić?  - Zapytał, a Monika wtuliła się jedynie w jego silne ramiona. Nie potrafiła nic odpowiedzieć, nie była w stanie. Kochała go i chciała to wykrzyczeć całemu światu, aktualnie była najszczęśliwszą kobietą na świecie, jednak bała się go znów skrzywdzić.
-Mario, ale... - Wypowiadała przez łzy. - Wybaczysz mi i tak po prostu znów wszystko będzie jak dawniej?
-Tak i będzie jeszcze lepiej. - Uśmiechnął się i schylił by ją pocałować. - Nie mam ci już czego wybaczać.
-Kocham cię. - Wyszeptała między pocałunkami.

Spędzili na balkonie prawie godzinę rozmawiając, wspominając i okazując sobie czułość. Pasują do siebie idealnie i mimo tego co przeszli ich miłość jest niezniszczalna.
Słysząc płacz dziecka, Mario zatrzymał ukochaną oferując, że to on pójdzie. Podszedł do Maxa i delikatnie wziął go na ręce, a chłopiec zaraz przestał płakać.
-Hej mały, wiesz, że jestem twoim tatusiem ? - Mówiąc to miał łzy w oczach. - Teraz już zawsze będziemy razem, ja, mama i ty. Obiecuję. - Pocałował chłopca w czoło i zaczął z nim chodzić po pokoju delektując się każdą chwilą spędzoną ze swoim dzieckiem. Wszystkiemu przyglądała się Monika, zadowolona, że dwóch najważniejszych w jej życiu mężczyzn ma obok siebie. Podeszła do Mario i przytuliła się do nich. Nawet mały wyglądał na zadowolonego, czuł, że będzie dobrze i, że teraz będzie miał też i tatę.
Mario długo zajmował się synem i bawił się z nim. Bardzo się do niego przywiązał, ale chciał też spędzić czas z Moniką. Zanieśli więc syna do Kloppów, oznajmili, że wszystko jest na jak najlepszej drodze i teraz wybierają się na wspólny spacer.
Para spacerowała po plaży w ciszy, co chwilę spoglądając na siebie. Mario był nią oczarowany, nie sądził, że znów zazna takiego szczęścia. Złapał ją za rękę i wyznał
-Tak bardzo za tobą tęskniłem.
-Ja za tobą jeszcze bardziej. Przepraszam, że tak cię skrzywdziłam.
-Może wyszło nam to na dobre. Przekonaliśmy się jak trwała jest nasza miłość. Kocham cie.
-Ja ciebie też. - Zatopiła się w jego słodkich ustach. Z każdą chwilą pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne i po chwili para wylądowała na chłodnym piasku.
-Pragnę cię. - Wyszeptał błądząc dłońmi po jej udach. - Tu i teraz.
-Tu? - Zaśmiała się delikatnie, ponownie go całując.
-Tak, nikt nas nie zobaczy, jest ciemno. - Uśmiechnął się łobuzersko i pozbył się ubrań leżącej pod nim blondynki, a następnie również swoich.
Piasek był zimny i niewygodny lecz mimo to para spędziła ze sobą cudowne niezapomniane chwile. Po wszystkim leżeli zmęczeni na piasku, który przyklejał się do ich spoconych ciał i wpatrywali się w piękne gwieździste niebo. Chłopak widząc, że Monika zaczyna trząść się  z zimna, objął ją mocniej i pocałował w czoło.
-Wrócisz ze mną do Dortmundu ? - Wyszeptał spoglądając na nią.
-A chcesz tego?
-Niczego bardziej nie pragnę. Chcę mieć ciebie i Maxa przy sobie.
-To półtora roku rozłąki nieźle dało mi w kość. Gdybym nie wyjechała moglibyśmy cieszyć się sobą przez cały ten czas... - Wspominała.
-Teraz możemy być razem już do końca życia, ale nie odpowiedziałaś na moje pytanie. - Odparł podnosząc się i siadając na przeciwko Moniki.
-Wrócę. - Uśmiechnęła się. - Ale....
-----------------------------

Grr. napisałam ten rozdział kompletnie bez weny, zastanawiałam się nad każdym słowem i pisałam szybko to co przyszło mi na myśl. Ale chciałam napisać dziś rozdział, bo jutro żaden się nie pojawi, niestety nie będę miała czasu. Ale jutro wieczorem ew. w czwartek biorę się za pisanie.

Przepraszam za ten rozdział, jest nijaki.
Teraz czas na randkę z geografii. Ech...

Na przeprosiny nasz Piszczu <3 
http://24.media.tumblr.com/e3c35f4dce2f02066a76de54b6180e4b/tumblr_mnimrdn0VH1ryl74jo1_1280.jpg

poniedziałek, 27 maja 2013

Rozdział 47

-Nie Mario... nie znasz go, mnie w pewnym sensie też nie. - Spojrzał na nią badawczo. Zdjęła okulary, które po chwili wylądowały na stoliku i odezwała się. - Przyjrzyj się, naprawdę nikogo Ci nie przypominam ? - Odparła zawiedziona, głos jej zmiękł i poczuła, jak bardzo jej go brakowało.
Blondynka siedziała i wpatrywała się w jakże interesujące buciki jej syna, a brunet przyglądał jej się i nie dowierzał. Nie dociera do niego jak mógł być taki głupi, widzieli się kilka razy, a jej nie poznał. Zmieniła fryzurę, ale co z tego skoro ona, jej głos, uśmiech nie zmienił się. Rozmawiał z nią, stał tak blisko i nie poznał jej. Nie wiedział jak zareagować, tyle myśli kłębiło mu się w głowie, tyle uczuć. Wszystko wróciło, wspomnienia, spotkania, pocałunki, których nigdy nie zapomniał. Jego miłość wróciła, był szczęśliwy ale też wzbierała się w nim złość i pytanie dlaczego wtedy go opuściła.
-Ja.... - Wydukał i zaciął się, nie wiedział co zrobić, więc wstał i odszedł obdarzając dziewczynę ostatnim szybkim spojrzeniem. Szedł przed siebie nie zwracając uwagi na innych i potrącając niejedną osobę.

*
Odszedł, tak po prostu nic nie mówiąc. Rozpłakała się przytulając do siebie synka. Nie zwracała uwagi na ludzi przechodzących obok i przyglądających się jej. Nic ją już nie obchodziło, Mario odszedł, zabierając ze sobą wszelkie nadzieje. Zostawił ją samą z Maxem, tak jak ona postąpiła kiedyś. Poczuła, że go znów straciła. Wmawiała sobie, że go nie kocha, że chce tylko by Max miał ojca, oszukiwała jednak samą siebie. Kochała Mario nad życie i wytrzymała bez niego tyle czasu, ale teraz obawia się, że sobie nie poradzi.
Otarła dłonią łzy z policzków, zabrała okulary i wraz z synem podążyła do hotelowego pokoju. Usiadła na łóżku chowając twarz w dłoniach. Zastanawiała się co tak naprawdę pomyślał sobie brunet i co teraz będzie. Nie mogąc dłużej wytrzymać ciszy panującej w okół niej zabrała syna i zapukała do pokoju ojca, któremu wszystko opowiedziała. Nie kryła łez, musiała dać im upust i komuś się wygadać.
-I wtedy wstał i odszedł. - Skończyła opowiadać, a po policzku popłynęła jej kolejna słona łza.
-Musi sobie wszystko przemyśleć. - Pocieszała ją Ulla.
-Mario to rozsądny chłopak i nie opuści tak po prostu swojego syna.
-Chciałabym w to wierzyć.
-To uwierz, bo ja wierzę, że jeszcze zatańczę na waszym weselu. - Starał się rozluźnić atmosferę Klopp.


*
Siedział  w barze sącząc kolejnego drinka, starał się jednak nie przesadzić, by racjonalnie wszystko przemyśleć. Tyle razy myślał co będzie gdy znów ją spotka, chciał nawet kilka razy jechać do Polski ale przyjaciele odradzali mu to by bardziej się nie dołował. Teraz gdy znów ją spotkał i jest niedaleko nie ma pojęcia co powinien zrobić. Nadal ją kocha ale ona tak bardzo go skrzywdziła, wyjeżdżając i to z innym facetem. Poczuł się zraniony ale nigdy o niej nie zapomniał, często ją wspominał i śnił. Teraz ma szansę, by wszystko mu wytłumaczyła, by mogli być razem o ile ona zechce i jest sama. Jednak nie ma odwagi żeby wstać i pójść do niej, boi się tego co usłyszy, a może wcale nie będzie chciała z nim rozmawiać. Przez to wszystko zapomniał o chłopcu - jej synku. Czy to możliwe, że jest on również jego synem? Sam niedawno stwierdził, że jest podobny do niego. Nie wie ile chłopiec ma miesięcy, ale wygląda na dość dużego, a w święta zanim się rozstali spędzili jeszcze razem noc. Więc jeśli Max jest jego synem to dlaczego Monika nigdy go o tym nie powiadomiła. Bił się z myślami, jednak dopił ostatni łyk napoju i podniósł się z krzesła. Wrócił do swojego pokoju, wziął szybki prysznic i wyszedł.

Uświadomił sobie właśnie, że nie wie który pokój należy do Moniki. Gdy zebrał się już w sobie, to oczywiście coś musiało stanąć mu na drodze. Miał już pukać do każdych drzwi po kolei, gdy ujrzał przed sobą Kloppa. Ktoś chyba jednak nad nim czuwał i pragnął by ta dwójka w końcu się pogodziła.
-Trenerze? Co trener tu...no tak. - Przypomniał sobie, że kobieta której szuka to nie Melanie tylko Monika, a mężczyzna przed nim stojący to jej ojciec.
-Miło cie widzieć. - Wyciągnął rękę do 22 letniego już piłkarza.
-Wzajemnie. - Uścisnął dłoń szkoleniowca.
-Szukasz może Moniki?
-Moniki, Melanie, którejś z nich. - Uśmiechnął się z grymasem bólu.
-Pokój nr. 11. - Wskazał drogę chłopakowi, a sam oddalił się w swoją stronę.
-Dziękuję. - Powiedział już sam do siebie i poszedł w stronę wskazanego pokoju. Stanął i zawahał się. Miał pustkę w głowie, znów nie wiedział co jej powiedzieć, jednak niepewnie zapukał i po dłuższej chwili ujrzał przed sobą tą samą blondynkę, którą widział dziś rano, tylko że ta wyglądała na jeszcze bardziej przygnębioną i zmęczoną.

Otworzyła drzwi i serce mocniej jej zabiło, stał przed nią Mario, a ona wyglądała co najmniej źle. Czerwone oczy od płaczu, potargane włosy i koszulka poplamiona czekoladowymi lodami, na której widok brunet uśmiechnął się wspominając tamten pamiętny dzień. Nie przeszkadzał mu jej widok, pragnął ot tak mieć wszystko już za sobą i móc znów trzymać ją w swoich objęciach.
-Hej. - Rzekł ledwo słyszalnie.
-Wejdź. - Odparła zachrypniętym głosem, brakowało jej sił, bo prawie cały dzisiejszy dzień przepłakała. Usiadła na brzegu łóżka i wpatrywała się w chłopaka, który stał nieruchomo i najprawdopodobniej zbierał myśli. Poczuła nadzieję, że chociaż chce poznać swojego syna. Nie liczyła na nic więcej, zdawała sobie sprawę z tego, że on jej nienawidzi. Mimo wszystko sprawił jej radość tym, że przyszedł.
Nagle brunet ruszył się i podszedł do łóżka na którym spał chłopiec, kucnął obok i dotknął delikatnie jego rączki.
-Max. To mój syn ? - Spojrzał na siedzącą obok dziewczynę, która pokiwała tylko twierdząco głową, zauważyła łzę spływającą po policzku piłkarza i wzruszyła się widząc swojego syna po raz pierwszy ze swoim ojcem.
-Przepraszam. - Odparła smutno  i wyszła na balkon. Mario natomiast wpatrywał się w śpiącego chłopca, nadal nie wierzył, że jest jego synem. Poczuł nagłą radość i dumę, że jest ojcem, a ta mała istota, którą trzyma za rączkę jest jego dzieckiem. Okropny dzień zmienił się w coś wspaniałego. Poczuł nadzieję, że jeszcze wszystko może się ułożyć. Ucałował Maxa w główkę i podążył za Moniką.

*
Opierała się o barierkę i wpatrywała w gwieździste niebo, a po policzkach spływały jej łzy, nie był to jednak smutek, a raczej ulga. Najgorsze ma już za sobą i niezależnie od tego co się teraz stanie, nie będzie musiała się martwić, że jej syn nigdy nie pozna swojego ojca.  Nagle poczuła czyjś oddech na swojej szyi. Objął ją w pasie i odwrócił w swoją stronę. Wpatrywał się w jej piękne oczy, była taka piękna w świetle księżyca. Otarł jej łzy i spoglądając w niebo rzekł.
-Jak mogłem być taki głupi. - Spojrzał jej w oczy. - I nie poznać kobiety, którą kocham nad życie.
Poczuł łzy napływające mu do oczu, dziewczyna chciała coś powiedzieć jednak zakrył jej usta palcem i zaczął się do niej przybliżać, by po chwili móc zatopić się w jej ciepłych, delikatnych ustach. 


---------------------------------
47 rozdział oddaje w Wasze rączki ;3

niedziela, 26 maja 2013

Rozdział 46

Gdy tylko dotarliśmy na miejsce byłam pod ogromnym wrażeniem. Tu wszystko jest takie piękne. Zachwycałam się krajobrazem przez dobre kilka minut, aż w końcu pojechaliśmy do naszego hotelu, który jak się okazało również był wspaniały. Już na początku śmiało mogłam stwierdzić, że będą to moje najlepsze wakacje.
Ja miałam ogromny pokój z Maxem, a Ulla z tatą. Rozpakowaliśmy się, przebraliśmy i od razu postanowiliśmy zwiedzić to urocze miejsce. Miałam jednak wrażenie, że tata bardziej zachwyca się wnukiem niż widokami, co wywoływało uśmiech na mojej twarzy. Po zwiedzaniu wybraliśmy się na pyszny obiad, a następnie tata został z Maxem w hotelu, a ja z Ullą poszłam się opalać.

Minęły dopiero dwa dni, a ja mam wrażenie, że opaliłam się bardziej niż przez wszystkie swoje wakacje. Właśnie Max pluskał się w wodzie z dziadkiem, Ulla czytała jakąś gazetę, a ja podziwiałam syna. Niedługo skończy roczek, a ja pamiętam gdy się rodził, jakby to było wczoraj. Czas tak szybko leci, gdy patrzy się na własne dzieci. Pamiętam gdy uciekłam z Polski do Niemiec, miałam wtedy 17 lat, a teraz jestem 19 latkom z rocznym maluchem. Gdy opuszczałam dom rodzinny, nie spodziewałam się, że to wszystko tak się potoczy. Teraz ja jestem tu, a Ann ze swoim mężem nad Bałtykiem. Niesamowite jak życie potrafi się diametralnie zmienić. Mały był już zmęczony zabawą więc postanowiliśmy wrócić do hotelu. Znów cały dzień spędził bawiąc się z dziadkiem, więc i ja przesiedziałam z nimi w pokoju. Wieczorem wróciliśmy do siebie, ułożyłam synka do snu i sama się położyłam. Nie mogłam jednak zasnąć, coś nie dawało mi spokoju, nie wiem jednak co takiego.

Następnego dnia, mały siedział już z dziadkami, a ja właśnie wracałam ze śniadania. Gdy przechodziłam korytarzem usłyszałam znajomy głos, który mnie wręcz przeraził.
-Melanie?! - Tylko jedna osoba, mogła tak się do mnie zwrócić. Niechętnie odwróciłam się i spojrzałam na stojącego przede mną chłopaka. Znów mam szczęście, bo słońce jest tu niewiarygodnie mocne, że nie sposób ruszyć się bez okularów.
-Co za spotkanie ! - Uścisnął  mnie.
-Hej. - Odparłam z gulą w gardle.
-Przyjechałaś tu na wakacje? Może w końcu się lepiej poznamy.
-Taaak. Przepraszam, ale trochę się śpieszę. - Wymusiłam uśmiech i odwróciłam się napięcie.
-To do później. - Krzyknął za mną i odszedł. Gdy miałam pewność, że już mnie nie widzi wbiegłam do pokoju taty trzaskając za  sobą drzwiami.
-Cholera! Nie uwierzycie kogo widziałam.
-Kogo takiego? - Zapytał tata zajęty niańczeniem Maxa.
-Mario.... - Oboje spojrzeli na mnie zdziwieni.
-Mario tu jest? - Spytała Ulla.
-Tak, rozmawialiśmy, oczywiście uważa mnie za Melanie. - Zaśmiałam się ironicznie.
-Monika, to chyba coś znaczy prawda?
-Co? Że to przeznaczenie? Powinnam powiedzieć mu w końcu prawdę?
-Zgadza się. - Przytaknęła.
-Nie wiem... - Usiadłam zrezygnowana przy synku bawiącym się z dziadkiem. - Myślicie, że to dobry pomysł?
-Jeżeli nie chcesz  tego dla siebie, to zrób to dla Maxa, nawet jeśli Mario go nie zaakceptuje, w  co wątpię, to i tak powinien wiedzieć, że ma syna.
-Po co mi to było...
-Co?
-Nie nic. Spróbuje coś wymyślić.
-Nie próbuj tylko powiedz mu prawdę.
-Okey, ale muszę to sobie najpierw jakoś ułożyć. - Zabrałam synka i wróciłam do swojego pokoju. Gdzie przepłakałam większość dnia, zastanawiając się jak to zrobię. Mają rację, to przeznaczenie. Najwidoczniej Bóg chce by Mario dowiedział się prawdy. W końcu nie bez powodu cały czas go spotykam. Muszę zebrać siły i jakoś mu to wyznać. Pytanie tylko jak. Wieczorem zostawiłam syna pod opieką dziadków i wybrałam się na poszukiwania Mario. Wahałam się przez cały czas, ale to już ciągnie się zbyt długo. Teraz mam okazję i zanim się rozmyślę muszę go jakoś znaleźć.

Mario
Siedziałem na ławce wpatrując się w niebo i zastanawiając się nad własnym życiem. Może to jakieś przeznaczenie? Spotykam ją już któryś raz, niby nie rozmawialiśmy tak naprawdę ale mam wrażenie jakbym znał ją już kilka lat. Tak bardzo przypomina mi Monikę, że aż się boję, że się w niej zakocham. Zachowuje się jakoś dziwnie, ale może taka natura. Raczej nie powinienem zaprzątać sobie nią myśli, w końcu ma dziecko i męża pewnie też, więc nie mam o czym marzyć. Jednak nie daje mi to spokoju, oczarowała mnie już podczas pierwszego spotkania. Teraz znów widzę postać szczupłej blondynki zmierzającej w moją stronę. Ku mojemu zdziwieniu usiadła obok mnie na ławce  i dopiero po chwili odezwała się.

-Mario tak? - Spytała uśmiechając się delikatnie.
-Hej Melanie, miło cie widzieć. - Rozchmurzyłem się.
-Ymm masz może jutro czas? - Oddychała głęboko, by zachowywać się w miarę naturalnie.
-Tak, jasne.
-Chciałabym porozmawiać.
-Ale rozmawiamy więc...
-Musisz też kogoś poznać. - Przerwała.
-Ach okey. Wszystko w porządku ?
-Tak..
-Wyglądasz na co najmniej przestraszoną.
-Nie. Zależy mi na jutrzejszym spotkaniu, możesz być jutro o 10 w hotelowej restauracji ?
-Tak oczywiście.
-Okey, to do zobaczenia.
-Pa.

*
Wstała i wróciła szybko do pokoju pochwalić się Ulli i ojcu co takiego zrobiła.  Tej nocy znów nie spała, myślała jak mu to wszystko wytłumaczyć, teraz już od tego nie ucieknie, chcę czy nie, wyzna mu prawdę, a jak zareaguje to już inna sprawa. Robi to dla synka nie dla siebie. Nie spała w nocy więc o mało nie zaspała na spotkanie. Z każdą minutą denerwowała się coraz bardziej. Wzięła szybki prysznic, ubrała się, ubrała również Maxa i opuściłam pokój. Kroczyła dumnie, postanowiła, że nie mam się czego obawiać i tak nie jest z Mario wiec nic nie traci. Podeszła do stolika przy którym siedział już brunet i usiadła na przeciwko niego.
-Cześć. - Uśmiechnął się.
-Hej.
-Chciałaś mi kogoś przedstawić?
-Tak. Mojego syna. -Wskazała na chłopca siedzącego jej na kolanach.
-Ale znam go już. - Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Nie Mario... nie znasz go, mnie w pewnym sensie też nie. - Spojrzał na nią badawczo. Zdjęła okulary, które po chwili wylądowały na stoliku i odezwała się. - Przyjrzyj się, naprawdę nikogo Ci nie przypominam ? - Odparła zawiedziona, głos jej zmiękł i poczuła, jak bardzo jej go brakowało.

-----------
Dooobra nie tak miało być, godzinę po meczu zmieniłam cały rozdział. Nie chcę Was dłużej męczyć dlatego w jednym rozdziale tyle się dzieje. Mario dowie się prawdy i będzie już z górki. Gdyby nie wczorajszy mecz ciągnęłabym to dalej, ale chyba sama siebie chcę pocieszyć chociaż opowiadaniem. Przed meczem mówiłam, że Borussia nic nie musi, bo nie musiała ale miałam być twarda, a ja beczę od meczu aż do teraz gdy przypomnę sobie ostatnie minuty. Jestem z nich baaaaaaardzo dumna, nie sądziłam, że kiedyś przeżyję coś takiego, żal, że się nie udało, to  jednak cholernie boli. Uważam, że BVB zasłużyło na zwycięstwo, grali dobrze, jednak zabrakło sił za bardzo się nabiegali, ale widać było jak Bayern przez pierwsze 30 minut nie potrafił nic zrobić. Szkoda niewykorzystanych sytuacji ale jestem z nich dumna, czuje ogromną satysfakcję, że mój kochany klub grał w finale LM. Po takim finale czuję, że moja miłość do klubu jest jeszcze większa. Dziękuję chłopcom za piękny mecz, płakać tak naprawdę zaczęłam dopiero gdy ujrzałam łzy w ich oczach. Płaczący Piszczek, załamany Reus i Lewy. To coś niesamowitego i liczę, że to nadepnięcie Lewego na bodajże Boatenga było z premedytacją, bo gdyby to była prawda to Lewy nie deptałby swojego nowego kolegi. Liczę, że nie przejdzie on do Bayernu.
Wczoraj widząc Goetze na trybunach dopiero wtedy dotarło do mnie, że jego już nie będzie w BVB od przyszłego sezonu. Nie wiem, może się mylę, ale mam wrażenie, że radość po golu Gundo i smutek po drugim golu Bayernu nie były udawane. Może jednak coś go nadal z nimi łączy, nie wiem i nie dowiem się już ale miło było zobaczyć jego raczej prawdziwe uczucia, wątpię by potrafił udawać w takiej chwili.
                                                  


http://25.media.tumblr.com/ca989b8038fd6f1e9b2f491651a1686f/tumblr_mndksxVDUh1rx12g6o4_250.gif 

Danke jungs.
To duma być kibicem BVB.
BvB ♥


http://24.media.tumblr.com/8aa456c798a874257a89cdec273d290c/tumblr_mne7b2iOzI1rhs8mlo1_250.gif
http://25.media.tumblr.com/6157d7f363f0c8b65d24fc6be4497268/tumblr_mne7b2iOzI1rhs8mlo3_r1_250.gif


http://24.media.tumblr.com/d039ad6f688ab193b50a9cd7e213a07c/tumblr_mndn4imjCJ1qitj3no1_500.png
                                                    
a bawarczycy to jednak chamy, nie potrafią się zachować.Śmiać się prosto w twarz. ..
http://static.fangol.pl/content/4/6/b/46b0ac7c71e6ba4a73b1ae19268fe5bf-554.jpg

sobota, 25 maja 2013

Rozdział 45


Zdenerwowana szybko wróciłam do domu. Na szczęście mały nie sprawiał już problemów i szybko zasnął, a ja siedziałam i myślałam nad tym co wydarzyło się w parku. Wcale nie pomyślałam, że mogłam go tam spotkać, nie spodziewałam się czegoś takiego, jedynym plusem jest to, że chyba mnie nie rozpoznał. Jednak w tamtej chwili miałam ochotę rzucić mu się na szyję i wyznać całą prawdę. To jednak niemożliwe, nie wiem czy kiedyś będę umiała to zrobić.
Nad ranem obudził mnie jakiś hałas, okazało się, że wrócili z wesela, a ja zasnęłam na kanapie w salonie.
-A ty co tu robisz? - Zapytał tata.
-Zasnęłam? - Odparłam przeciągając się.
-Ach, a gdzie mały ? - Wtrąciła się Ulla.
-Na górze śpi. Chyba. - Westchnęłam. - Nie daje rady.
-Pójdę do niego.
-Co się stało? - Jurgen usiadł obok mnie.
-Nic, po prostu sama sobie nie radzę...
-Mówiłem, porozmawiaj z Mario, on w końcu sobie kogoś znajdzie. Wczoraj całą noc trajkotał jaką to fajną dziewczynę spotkał w parku.
-Może Melanie, co ?  - Na twarz wkradł mi się uśmiech.
-Tak, no i cały czas ją wychwalał, ale podobno długo nie rozmawia...li ... zaraz, skąd wiesz? - Spojrzał na mnie zdumiony.
-No wiesz, byłam wczoraj w parku, bo mały nie chciał spać i tak jakoś wyszło, że ona tam był i...
-I widziałaś ich? I jesteś zazdrosna tak? Dlatego teraz masz doła? - Dopytywał.
-Gorzej. - Spojrzał na mnie pytająco. - To ja jestem tą Melanie.
-Coś ty znów wymyśliła.
-Oj no, zagadał a ja wymyśliłam sobie nowe imię. Przecież wiesz, że nie jestem w stanie wyznać mu prawdy.
-Aż dziwne, bo mówił, że taka ładna i wgl...
-Ejj.!
-Wróć do czerwonych włosów! - Zaśmiał się, wstając z kanapy.
-Dziękuję!
-Żartuję. - Potargał mi moje potargane już włosy i dodał.- Nie mogłem wymarzyć sobie piękniejszej córki, jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie. - Ucałował mnie w czoło i usłyszeliśmy chrząknięcie Ulli. - Oczywiście zaraz po mojej żonie. - Ją również pocałował i Maxa, którego trzymała na rękach i dodał, że jest zmęczony i idzie spać.
-Oj ten Jurgen. Mały już nie spał, ale leżał spokojnie. - Podała mi syna.
-Dziękuję. Dam radę, idź się połóż. Na pewno też jesteś zmęczona.
-Owszem. Dziękuję, a wiesz ta cała Melanie naprawdę spodobała się Mario. - Zaśmiała się i poszła w ślady męża.
-Chcą mnie zeswatać. - Zwróciłam się do synka. - Chodź idziemy zrobić śniadanko.
Zabrałam Maxa do kuchni i zrobiłam nam coś do jedzenia. Następnie przyszykowałam też coś na obiad, ponieważ, gdy Ulla wstanie na pewno nie będzie chciało się jej gotować więc postanowiłam ją wyręczyć. Resztę dnia spędziłam bawiąc się z synkiem dopóki tata i Ulla nie wstali.

Właśnie siedzieliśmy razem przy stole jedząc obiad, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Spojrzałam zdezorientowana na domowników i czym prędzej zabrałam synka i wszystkie rzeczy które mogłyby mnie zdradzić na górę. Tata poszedł otworzyć,  ja zostawiłam małego w sypialni, a sama stanęłam blisko schodów, by móc wiedzieć kto nas odwiedził. Jak się okazało było to młode małżeństwo.
-Dzień dobry, nie przeszkadzamy ? - Usłyszałam głos Ann, przy ojcu pojawiła się również Ulla.
-Nie, wchodźcie, co was sprowadza?
-Nie, nie mamy właściwie czasu. - Odezwał się Marco. - Chcieliśmy się pożegnać.
-Pożegnać?
-Jedziemy w podróż poślubną.
-Ach tak, w porządku. Więc wszystkiego dobrego.
-Dziękujemy, postanowiliśmy, że pojedziemy nad Bałtyk, bardzo chciałbym lepiej poznać ojczyznę mojej żony. - Zaśmiał się blondyn, poczułam się w pewnym sensie zazdrosna gdy wyrażał się o niej w taki sposób. Kto by pomyślał, że Ann jest już czyjąś żoną.
-Cieszę się.
-Może byłaby jakaś szansa, by skontaktować się z Moniką? - Brunetka odezwała się z nadzieją w głosie, aż o mało nie zbiegłam do nich na dół. - Chciałabym odnowić z nią kontakt, zawsze będzie dla mnie przyjaciółką i to co się stało dla mnie nie ma już znaczenia.
-Wiesz.. - Odezwał się Klopp.
-Trzeba mieć nadzieję. - Wtrąciła się Ulla. - Monice też na pewno was brakuje.
-Możliwe. No nic, także dziękujemy i do widzenia.
-Do widzenia. 
Drzwi zatrzasnęły się i zeszłam na dół wraz z Maxem.
-Słyszałaś?
-Tak.
-Teraz już musisz się odważyć i wszystko naprawić.
-Pytanie, jak ?
-To już zależy od ciebie.

Byłam w Dortmundzie przez 4 dni, teraz znów wróciłam do Polski, lecz nie na długo. Postanowiliśmy, że najwyższa pora trochę odpocząć i jeszcze w tym tygodniu jedziemy na wakacje, na Malediwy. Mama bardzo się ucieszyła gdy wróciłam do domu, zachowywała się jakby nie było mnie co najmniej 4 miesiące, a nie dni. Była zawiedziona, ze znów wyjeżdżamy jednak nie protestowała. W Polsce byłam zaledwie dwa dni, w tym czasie kupiłam najpotrzebniejsze rzeczy dla mnie i Maxa, załatwiłam wszystkie sprawy i znów leciałam do Dortmundu, a stamtąd razem z tatą i Ullą lecieliśmy na wymarzone Malediwy. Są to nasze pierwsze wspólne wakacje, a tym bardziej dla małego Maxa.

-----------------
Taki krótki, nie wiem czemu ale jakoś wczoraj zapomniałam dodać rozdział, a tak na jutro byłby taki radośniejszy, by niezależnie od wyniku dzisiejszego finału poprawić Wam jeszcze humor ;d Chociaż nie sądzę by nawet po przegranej humory były złe, bo ja i tak będę dumna i zadowolona, że BVB grało w finale, a jeżeli podniosą puchar to już wgl chyba się ze szczęścia zabije ;d

No nic życzę dużo szczęścia i dobrej gry naszym chłopcom, a Wam miłego oglądania meczu i jak najlepszego wyniku. <3

PS. Anonimki drogie proszę podpisujcie się :), będzie mi łatwiej później.

czwartek, 23 maja 2013

Rozdział 44

Zamarłam. Nagle wszystkie oczy zwróciły się w naszą stronę.
Zdezorientowana zakryłam Maxowi buzię dłonią i gwałtownie wyszłam z kościoła. Wiedziałam, ze tym zwrócę na siebie jeszcze większą uwagę jednak nie potrafiłam tam dłużej stać. Wsiadłam do taksówki, podałam kierowcy adres i szybko wróciłam do domu taty. Dopiero tam zdjęłam okulary i poczułam się bezpiecznie.
-No to byś mnie wkopał. - Zaśmiałam się do synka sadzając go na kanapie, gdy nagle zadzwonił mi telefon.
-Słucham?
-Wróciłaś do domu ? - Odezwał się tata.
-Tak, pewnie każdy zwrócił na nas uwagę. - Zaśmiałam się.
-No nie da się ukryć.
-Dobra bawcie się tam dobrze damy sobie radę z Maxem.
-Na pewno? Bo możemy wrócić jeszcze dziś.
-Na pewno. Mnie tam być nie może, ale chociaż wy bądźcie tam z nimi.
-W porządku. To trzymajcie się.
-No pa. Miłej zabawy.
Rozłączyłam się i usiadłam obok synka usiłującego zepsuć pilot od telewizora.
-O nie, dziadek byłby niezadowolony. - Zaśmiałam się i zabrałam mu tą "zabawkę"  - To co niedobrzelcu, zadzwonimy do dziadków z Polski?

*
Wesele rozkręcało się w najlepsze, było pełno gości w większości piłkarzy wraz z partnerkami. Klopp miał właśnie okazję zatańczyć z panią Reus.
-Wspaniały ślub. - Pochwalił ją.
-Tak, jestem bardzo szczęśliwa.
-Nie mogę doczekać się kiedy zatańczę na weselu własnej córki. - Wyrwało mu się.
-Moniki? Wychodzi za mąż? - Zdziwiła się.
-Niee, tak mi się powiedziało. To musi być cudowne uczucie, być ojcem panny młodej. - Uśmiechnął się.
-Zapewne. - Odwzajemniła uśmiech.

-Marco trener zarywa ci do żony. - Zaśmiał się Goetze, za co został skarcony wzrokiem przez siedzącą obok Ullę Klopp.
-Nie siedź tak tylko przywołaj mojego męża do porządku a sam zatańcz z Ann. - Podpowiedziała kobieta.
-Tak jest prosze pani. - Marco zasalutował i za chwilę go nie było, a zamiast niego przy stole pojawił się Jurgen.
-A ty Mario co tak siedzisz, rusz się idź zatańcz. - Poganiał go.
-Nie ma z kim.
-Mało tu ładnych kobiet? - Wtrącił się przechodzący obok Schmelzer.
-Widocznie za mało... - Urwał. - Ciekawe czy ja się kiedyś ożenię.
-Ożenisz, ożenisz. - Klopp puścił oczko do żony.
-Trenerze, tylko że ja nadzieję straciłem wraz z odejściem Moniki. - Posmutniał.
-Może najwyższa pora ją odzyskać?
-Kogo? - Zainteresował się Geotze.
-No nadzieję. - Roześmiało się małżeństwo widząc, że chłopakowi nadal zależy na Monice. - Jeszcze będą razem. - Szepnęła kobieta mężowi na ucho.
-Chodź kochanie, trzeba dawać młodym przykład. - I porwał żonę do tańca.
Wszyscy świetnie się bawili, jednak Mario był przygnębiony. Niestety czuł się tak odkąd rozstał się z Moniką, minęło już tyle czasu a jemu nadal było ciężko. Nie potrafił patrzeć na te wszystkie zakochane pary, do pewnego czasu smutki topił w alkoholu jednak surowa reprymenda Kloppa pomogła i wrócił do w miarę normalnego życia. Jednak nadal mu jej brakuje i do tej pory nie potrafi pogodzić się z tym, że jej już nie ma. Postanowił się przewietrzyć, uprzedził przyjaciół, że na chwilę wychodzi i ruszył do pobliskiego parku.

W tym samym czasie.
-Zjadłeś, przebrałam cie, nie chcesz spać a płaczesz. Już nie wiem co ci jest... Może przyda ci się spacerek? - Stwierdziłam wpatrując się w synka. - Chodź mamusia się przebierze i pójdziemy.
Poszłam na górę, wybrałam wygodniejsze ubrania i przebrałam się . Zabrałam potrzebne rzeczy, wystawiłam przed dom wózek i wróciłam po synka, po czym umieściłam go wygodnie w wózku i zamknęłam starannie drzwi.
-Ech jest już po 20 , a słońce jakby nie chciało zajść. Nadal jest cholernie gorąco. - Powiedziałam patrząc w niebo. - To co idziemy na ten spacerek. - Spojrzałam na Maxa bawiącego się pluszową lamą, sama wzięłam słuchawki i zajęłam się słuchaniem muzyki. Ruszyłam na spacer z nadzieją, że nadal dobrze pamiętam to miasto. Okolica w której mieszkał mój tata była niby spokojna jednak wybrałam park, który dobrze znałam. Wędrowałam tak z wózkiem krętymi ścieżkami w parku, aż się nie zmęczyłam. Znalazłam odpowiednią ławkę, wózek postawiłam obok, a Maxa usadowiłam sobie na kolanach.
-Jak po tym spacerze nie zaśniesz to nie wiem co zrobię. - Doszłam do wniosku, że życie samotnej matki nie jest łatwe. Do tej pory mama zawsze mi pomagała, albo tata, a dziś jestem sama, bo wszyscy bawią się na weselu. Na dodatek małemu najwidoczniej zabawka lamy przestała się podobać, bo wyrzucił ją daleko na ścieżkę, a ja na ręku z nim musiałam się po nią schylać. Niestety gdy się chyliłam włosy opadły mi na twarz i tak naprawdę nic nie widziałam, ale poczułam, że moja dłoń nie trafiła na pluszową zabawkę lecz na czyjąś ciepłą dłoń.
-Proszę. - Odezwał się pierwszy, jak się okazało mężczyzna podając zabawkę Maxowi. Wyprostowałam się i odgarnęłam włosy z twarzy.
-Dzię-kuję. - Starałam się zachować naturalnie, bo właśnie zauważyłam, że przede mną stał nie kto inny jak Mario, który do cholery powinien być właśnie na weselu. Na szczęście fryzjer i okulary przeciwsłoneczne okazały się być moim wybawieniem, bo mnie chyba nie poznał.
-Czy ja pani skądś nie znam? - Serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi.
-Raczej nie. - Odparłam nieśmiało.
-Tak. Była pani w kościele. - Uśmiechnął się tak słodko, że wszystkie wspomnienia mi wróciły.
-To pani syn? - Zapytał, kiwnęłam jedynie głową. - Taki trochę podobny do mnie. - Zaśmiał się łapiąc go za rączkę, modliłam się by mały znów nie zrobił mi jakiegoś kawału typu "tata".
-Przepraszam ale muszę już iść. - Odwróciłam się i włożyłam syna do wózka.
-To może odprowadzę panią? Ściemnia się więc...
-Nie trzeba.
-Więc miło było mi poznać. - Uśmiechnął się. - Ach jestem Mario.
-M - Melanie. - Wymyśliłam na poczekaniu i oddaliłam się czym prędzej.

----------------
Jestem zła ale co tam, Mario nie ogarnia, niby zna już syna ale jednak nie  ;d A pluszowa lama to tak z Marco mi się skojarzyło ;d
Ogólnie rozdział masło maślane. Nie podoba mi się.

środa, 22 maja 2013

Rozdział 43

Dzień ślubu.

-Wstałaś już? - Spytała Ulla wychylając się z kuchni.
-Tak, jest tak wcześnie, a ja jestem wyspana. - Zaśmiałam się.
-To dobrze, a Max śpi jeszcze?
-Tak, aż dziwne. - Odparłam siadając przy blacie.
-U dziadków najlepiej.
-Najwidoczniej.
-Zaraz będzie śniadanie, tylko Jurgen wróci ze sklepu.
-Okey, to pójdę się jeszcze przebrać.
Pobiegłam na górę, sprawdziłam czy Max nadal śpi i poszłam do łazienki ubrać się i umalować. Po kilku minutach wróciłam do kuchni, gdzie tym razem był również już tata.
-Hej. - Cmoknęłam go w policzek.
-Witaj, jak się spało?
-Znakomicie. - Wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.
-Cieszę się, siadaj zaraz będzie śniadanie.

*
Nadszedł ten dzień gdy wychodzę za mąż i to za Marco. Jestem prze szczęśliwa, nie spodziewałam się, że to kiedyś nastąpi. Brakuje mi jedynie Moniki, aż trudno uwierzyć w to, że tak długo nie utrzymujemy kontaktu, ciekawe co u niej. Kiedyś obiecałyśmy sobie, że będziemy razem w takim dniu, niestety wszystko potoczyło się inaczej, ale mam Marco i niedługo będę panią Reus i tylko to się teraz liczy.
Stoję właśnie przed lustrem i Cathy - dziewczyna Matsa szykuje mi fryzurę do ślubu. To właśnie ona stała się dla mnie teraz przyjaciółką, świetnie się dogadujemy jednak nikt nie zastąpi Moniki, która byłaby tu teraz gdyby nie wyjechała.
-Zostało już tylko kilka godzin i coraz bardziej się stresuję. - Wyznałam Cathy.
-To normalne, ale nie martw się będzie dobrze.
-Brakuje mi trochę Moniki.
-Nie tylko tobie, Mario byłby bardziej zadowolony gdyby to ona była świadkową, a nie ja. - Zaśmiała się.
-Możliwe, jednak Marco uparł się, że Mario musi być jego świadkiem, a Moniki nie ma więc ty nadajesz się najlepiej.
-Zrobię wszystko co w mojej mocy byś była najpiękniejszą panną młodą, ale i beze mnie nią będziesz.
-Hah dziękuję. Za wszystko. - Dotknęłam jej dłoni.
-Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Ciekawe jak chłopaki sobie radzą.
-Marco, Mario i Mats, to nie jest dobre połączenie, boje się, że pan młody może nie dotrzeć do kościoła. - Zaśmiałam się.
-Ee chyba aż tak źle nie będzie.
-Haha oby.


*
-Jurgen zmień ten krawat! - Przyglądałam się kłótni małżonków.
-Dlaczego? Co z nim nie tak?
-Wyglądasz jak klaun!
-Tato... Ulla ma racje. - Odparłam tłumiąc śmiech. Ojciec głośno westchnął i spojrzał na rozbawionego wnuka bawiącego się na kocu.
-Ty też przeciwko mnie ? - Zaśmiał się. - Okey zmienię go. - I powędrował na górę.
-Ech co ja z nim mam. - Śmiała się kobieta.
-Typowy facet.
-Jestem! I co lepiej? - Zapytał zawiązując krawat.
-No teraz to możesz nawet pana młodego przyćmić.
-Poważnie ? - Przeglądał się w lustrze.
-Nie, Ann zadba by Marco był najprzystojniejszy. - Zaśmiałam się, a ojciec spojrzał na mnie wrogo, ale po chwili sam się roześmiał.
-Dobra koniec tego. A ty się nie ubierasz?
-Po co. Idę tylko na chwilę.
-Ale miałaś się nie wyróżniać, a myślisz, że w dresie nie będziesz rzucać się w oczy ? - Zapytał.
-Możliwe. Okey założę jakąś kieckę, przypilnujcie Maxa, zaraz wrócę.
-Pośpiesz się !
-Jestem.
-Od razu lepiej. - Zaśmiał się tata, bawiąc się z wnukiem.
-Sugerujesz coś ? - Zapytałam odbierając synka.
-Niee. - Pocałował mnie w czoło. - To co możemy wychodzić?
-Wy tak, tylko daj mi klucze i pojadę taksówką niedługo po was.
-Okey, trzymaj i jeśli chcesz to możesz wyjść na środek kościoła i wszystkim ogłosić kim jesteś.
-Nie dzięki, nie po to pozbyłam się tych zajebistych czerwonych włosów. - Odparłam chowając klucze do torebki.
-W tamtych wyglądałaś o niebo lepiej ! - Krzyknął rozbawiony wychodząc z domu.
-Nie słuchaj go. - Pocieszyła mnie Ulla i wyszła zaraz za nim.
-Dziadek kłamie. - Powiedziałam do synka. - To co gotowy zobaczyć tatusia? - Mały zaczął klaskać rączkami i to wystarczyło mi by się zebrać i ruszyć do czekającej pod domem taksówki. Kazałam kierowcy zatrzymać się w bezpiecznej odległości i resztę drogi do kościoła przeszłam na pieszo. Założyłam na nos ciemne okulary i podeszłam bliżej, widziałam z daleka tatę i Ullę, którzy również mnie zauważyli i dyskretnie uśmiechnęli się. Nagle pod kościół podjechała limuzyna z której wysiadła Ann, wyglądała cudownie i na pewno była bardzo szczęśliwa, cała promieniała radością. Za nią podążała Cathy, a Marco strzegł Mario, serce zabiło mi mocniej gdy go ujrzałam. Starałam się jednak być twarda i w tym czasie gdy stali pod kościołem postanowiłam stanąć gdzieś w tłumie unikając również piłkarzy, których tu niestety nie brakowało. Muszę przyznać, że cała czwórka wyglądała wspaniale, Cathy na pewno o wszystko zadbała, a Mario był jeszcze przystojniejszy niż zwykle... Zauważyłam, że Ann do ołtarza prowadzi jej ojciec. Najwidoczniej wszystko się ułożyło i jej rodzina też tu jest. Gdy wszyscy znajdowali się już w kościele złapałam Maxa stojącego obok mnie i stanęłam gdzieś na tyłach świątyni, tak by nikt się nie przyglądał i abym mogła szybko wyjść. Miałam zostać chwilę, a byłam tak wzruszona, że moja przyjaciółka od przedszkola bierze ślub, że wytrwałam, aż do samego końca przysięgi małżeńskiej i momentu gdy Ann stała się Anną Reus. W czasie gdy ksiądz wypowiadał słowa " Teraz możesz pocałować pannę młodą",  cały tłum zwrócony był w stronę państwa młodych, poza jedną osobą. Spostrzegłam, że Mario odwrócił się w moją stronę, a Max, którego trzymałam na rękach gdy go zauważył krzyknął na cały kościół wyćwiczone już to tej pory
-Tata!
Zamarłam. Nagle wszystkie oczy zwróciły się w naszą stronę.
--------------
Dooobra jestem zacofana, ale wczoraj dowiedziałam się, że Marcel się ożenił ! Jeżeli to najprawdziwsza prawda to życzę jemu i Jenny wszystkiego najlepszego ! <3
No i Mario nie zagra w finale, wiedziałam, że tak będzie ale cóż nie wyleczył uda i ominie go coś cudownego.
Ja już żyję finałem i o niczym innym nie myślę <3  http://www.youtube.com/watch?v=JeY_x_jWRIA  najcudowniejsza zapowiedź jaką widziałam ;3 , polecam obejrzeć, by wczuć się już w ten nastrój. ;)

wtorek, 21 maja 2013

Rozdział 42

-Maaamo !  Widziałaś gdzieś butelkę Maxa?! - Krzyczałam krzątając się po domu.
-W kuchni na blacie ! - Odkrzyczała kobieta. - Co ty wyprawiasz? Uspokój się, daj mi małego.  - Oddałam jej synka i nalałam mleka do butelki.
-Śpieszę się, a nigdzie nie mogłam znaleźć butelki. - Odparłam podając jej jedzenie dla synka.
-Dokąd? Wariujesz od samego rana.
-Mam zaraz fryzjera, wieczorem lecę do Dortmundu. Zapomniałaś?
-Ach tak to już dziś. - Westchnęła.
-Tak, dziś. - Odparłam zdenerwowana. - Przepraszam ale śpieszę się, muszę być gotowa, bo nie może zabraknąć mnie na ślubie Ann.
-Dobrze, zajmę się małym.
-Dziękuję. - Cmoknęłam ją w policzek, synka również i wybiegłam z domu. Upewniłam się jeszcze czy w torbie mam butelkę wody mineralnej, bo w cieniu było prawie 30 st. C, był to bardzo upalny lipcowy dzień. Ruszyłam przed siebie i gdy tak stałam na przejściu dla pieszych czekając na zielone światło usłyszałam swoje nazwisko.
-Olszewska!
Rozejrzałam się i po przeciwnej stronie ulicy zauważyłam stojącego na przeciwko mnie Łukasza. Na twarz wkradł mi się uśmiech i gdy tylko światło zmieniło się na zielone popędziłam do niego i wpadłam w jego objęcia.
-Łukasz ! Co ty tu robisz?
-Graliśmy mecz w Warszawie, byłem blisko więc pomyślałem, że cie odwiedzę.
-Super, ale teraz śpieszę się do fryzjera. - Zaśmiałam się.
-Chętnie ci potowarzyszę. - Objął mnie ramieniem i ruszyliśmy. - A jak ma się mój niedoszły synek?
-Idiota. - Wybuchnęłam śmiechem. - Dobrze, strasznie szybko rośnie, zaczyna chodzić i coś tam już mówi.
-Muszę go zobaczyć !
-Zobaczysz, ale najpierw akcja "zmienić fryz" !
-Okey, ale tak właściwie to po co ?
-Jadę dziś do Dortmundu i nie chcę rzucać się w oczy. - Odparłam.
-Czemu?
-Ann wychodzi za mąż, chcę tam być ale lepiej by mnie nie rozpoznali.
-Wow. Ann i ślub, poważnie? Wychodzi za tego Reusa?
-Tak za niego. Pasują do siebie i myślę, że dobrze robi.

Tak przegadaliśmy całą drogę. W końcu dotarliśmy do salonu, gdzie spotkałam Elizę. Podczas mojej przemiany Łukasz czekał przed budynkiem, a ja z koleżanką zajęłyśmy się rozmową.
-To co, musimy się kiedyś spotkać z dziećmi. - Szepnęła.
-Tak chętnie, ale wyjeżdżam do Dortmundu, więc dopiero za jakiś czas.
-Nie ma problemu, a to po to ta cała przemiana? - Wskazała na moje schnące włosy.
-Między innymi. - Odparłam uśmiechając się.

Spędziłam w salonie ponad 2 godziny. Chętnie posiedziałabym tam jeszcze dłużej, bo gdy wyszłam na zewnątrz uderzyła mnie fala gorąca, a biedny Łukasz siedział na ławce w samym słońcu. Stanęłam obok niego, lecz nie reagował.
-Dobrze się czujesz? - Spytałam przyglądając mu się i siadając obok.
-Tak. - Odparł spoglądając na mnie dziwnie. - Przepraszam ale czekam na przyjaciółkę więc.... - Przerwałam mu wybuchem śmiechu. Zdjęłam okulary przeciwsłoneczne i wyciągnęłam do niego dłoń.
-Miło mi, nazywam się Monika Olszewska. - Wybuchnęłam kolejnym atakiem śmiechu.
-Mo Mo-nika? To ty ? Jezu nie poznałem cie ! Jeżeli chodziło ci o to by nikt cie nie poznał to gwarantuję, że twój plan się powiedzie. - Krzyknął.
-Mam taką nadzieję, haha gdybyś widział swoją minę !
-Nie dość, że się obcięłaś to jeszcze przefarbowałaś się ! Jesteś do siebie zupełnie nie podobna !
-Haha to dobrze, teraz chodź zobaczysz Maxa, bo wieczorem lecimy do Niemiec. - Złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą do domu.

Gdy byliśmy już na miejscu bałam się, że rodzicom nie spodoba się obecność Łukasza, jednak przyjęli go równie ciepło jak mnie półtora roku temu. Mama przygotowała coś do jedzenia, a blondyn nie mógł napatrzeć się na małego, niańczył go i bawił się z nim, aż nadszedł wieczór i musiałam zbierać się na lotnisko. Zabrałam Maxa i nasze rzeczy i jechaliśmy już na lotnisko. Na miejscu pożegnałam się z rodzicami i Łukaszem.
-Wiesz, może lepiej by ten Mario czy jak mu tam poznał cie i byście znów byli razem. - Powiedział blondyn. - Max powinie mieć ojca, a ty dobrego męża, nie?
-Nie zamierzam się łudzić. - Uśmiechnęłam się, cmoknęłam Łukasza szybko w policzek i złapałam na ręce stojącego obok mnie chłopca i wraz z nim wsiadłam do samolotu. Znów lecę do Dortmundu. Tym razem będzie to tylko kilka dni, jednak boję się tego wszystkiego. Boję się, że to wszystko znów mnie dopadnie i nie będę w stanie wrócić.

Przed 21 byliśmy już na miejscu, trzymając śpiącego Maxa odebrałam walizkę i wsiadłam do czekającej już pod lotniskiem taksówki, która zawiozła mnie pod dom mojego taty. Mężczyzna oczywiście najpierw rozpoznał wnuka, a dopiero później niepewnie zapytał.
-Monika?
-Taak ja. - Zaśmiałam się. - Mogę wejść?
-Wchodź, daj walizkę. Dlaczego nie powiedziałaś, że przyjeżdżasz?
-Żebyś się nie wygadał. - Pokazałam mu język.
-No wiesz co. - Zaśmiał się. - Nie poznałem cię, widzę, że wolisz się ukrywać.
-Tak jakby. - Uśmiechnęłam się. - Ulla ! - Wpadłam w objęcia zbliżającej się kobiecie.
-Zmieniłaś kolor włosów ! Ooo a jak Maxio urósł ! Przystojny jak tatuś. - Oceniła odbierając go ode mnie.
-Przyjechałaś na ślub tak? - Zapytał tata.
-Chce ich zobaczyć chociaż z daleka, mam mały plan, ale wy też chyba chcieliście zobaczyć wnuka prawda? Więc zostanę kilka dni jeśli to nie problem.
-Wiesz, że możesz zostać na stałe. - Objął mnie.
-Tak i dziękuję, ale jeszcze za wcześnie.
-Pamiętaj, że Mario kiedyś musi się dowiedzieć.
-Wiem, wiem kiedyś się dowie.
-Dobra koniec tego, chodź coś zjeść bo pewnie jesteś głodna po podróży, a ja w tym czasie przygotuje wam pokój. - Zaoferowała Ulla i podążyłam za nią do kuchni, a tata w tym czasie zajął się Maxem.
Jedząc kolację obserwowałam jak tata wspaniale zajmuje się swoimi wnukiem, widać, że sprawia mu to ogromną radość i jest szczęśliwy, że jest dziadkiem.
-Za miesiąc mały kończy roczek, co ty na to żebyśmy z  tej okazji pojechali razem na wakacje? - Zwrócił się do mnie.
-Jasne, dawno nigdzie nie byłam przyda nam się trochę odpoczynku. - Odparłam siadając obok ojca. - Cieszę się, że was mam.
-Ja jeszcze bardziej. - Szeroko się uśmiechnął. - Już późno, pewnie jesteś zmęczona może idź już spać?
-Tak chyba to dobry pomysł.
-To co malcu idziesz spać z mamusią? - Zwrócił się do roześmianego wnuka.
-Chyba nie ma ochoty, ale nie ma wyjścia. - Zaśmiałam się biorąc synka na ręce.
-Jestem z ciebie dumny, jesteś taka młoda a tak dobrze sobie radzisz.
-Bez was nie byłoby tak dobrze. Dobranoc. - Obdarzyłam ojca szczerym uśmiechem i powędrowałam z synkiem na górę do przygotowanego przez Ullę pokoju w którym jeszcze się krzątała.
-Idziecie spać? - zapytała.
-Tak, jestem trochę zmęczona, najpierw jednak muszę uśpić tego potworka. - Wskazałam na Maxa.
-Ja to zrobię, a ty idź zajmij się sobą.
-Dziękuję. - Podałam jej syna i pobiegłam do łazienki, by wykąpać się i później spokojnie zasnąć.


------------------------------
No to Monika jest w Dortmundzie ;d.
Mam taką prośbę jeśli to możliwe to proszę by anonimki się podpisywały :) będzie mi łatwiej.
Pozdrawiam :*

Jesteś = skomentuj.

czyż młody nie jest słodki <3
https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-snc6/181400_481133371955507_772509897_n.jpg